środa, 30 lipca 2014

Rozdział 23 "Promise ?"

Zagryzam dolną wargę wchodząc do apartamentu na ostatnim piętrze. Porzucam swoją walizkę na narożniku z czarnej skóry i przechodzę dalej do części kuchennej. Drobne lampki ledowe świecą tuż nad blatem, kiedy resztę pomieszczenia spowija ciemność. Rozluźniam krawat i wchodzę w długi korytarz prowadzący do sypialni. Pomieszczenie rozświetla żółte światło, a wokół panuję idealny porządek. Ściągam spinki z mankietów koszuli i odkładam je na komodę. Z łazienki dochodzi odgłos spływającej wody, a drzwi są lekko uchylone. Przysiadam na końcu łóżka i ściągam marynarkę, a za nią krawat. Dźwięki za drzwiami na przeciw cichną, a zaraz potem wychodzi za nich szczupła blondynka w jedwabnej koszuli nocnej.
- Jak w pracy ?
- Monotonnie.
Przecieram twarz dłońmi i zaczesuję włosy do tyłu.
- Jak miną ci dzień ?
Pytam jej kiedy staje między moim nogami.
- W porządku. Byłam na małych zakupach.
Dotyka mojego policzka i odchyla moją głowę.
- Kupiłam sukienkę na bankiet, nie mogę się go doczekać.
Przesuwam dłońmi po jej nagich udach i zatrzymuję się tuż pod jej pupą, gdzie karmazynowa koszula zaczyna zakrywać skórę. Pierścionek na jej serdecznym palcu pobłyskuje w moich oczach, na nowo budząc męczące myśli.
- Pójdę się wykąpać, wracam za trzy minuty.
Podnoszę się z łóżka i składam na jej ustach pocałunek.
- Kocham cię Zayn.
Uśmiecham się do Carmen i idę do łazienki. Gdy zamykam drzwi, widzę jak z gracją wślizguje się pod kołdrę. Jest idealna. Przyszła żona.
Wyzbywam się swoich ciuchów i wchodzę pod strumień gorącej wody. Łazienka w całości pokrywa się parą i ledwo widać drzwi na przeciwległym końcu. Opieram głowę o chłodne kafelki i wzdycham ciężko, pozwalając, by woda zabierała wszystkie moje myśl.
- Zayn ?
Okręcam głowę spoglądając na kobietę opierającą się o blat, ledwo ją widać przez matowe drzwi prysznica.
- Muszę ci coś powiedzieć tylko się nie złość..
Zakręcam wodę i ściągam ręcznik przewieszony na jednej ze ścianek. Przewiązuję go w pasie i wychodzę. Carmen jest wyraźnie zdenerwowana i unika mojego wzroku.
- Brad przyjeżdża za kilka dni do Misigen, obiecałam mojej mamie, że przyjadę. Pojutrze wieczorem mam samolot.
Mówi to na jednym tchu i spuszcza głowę. Wzdycham ciężko, rozważając wrócenie pod prysznic i rozładowanie pod nim swojego napięcia.
- Będzie trzymał się ode mnie z daleka, wie, że jesteśmy zaręczeni.
- Nienawidzę go.
- Wiem.
Przytula się do mojego ciała i całuje moje ramię.
- Kiedy wracasz ?
- Pod koniec przyszłego tygodnia.
- Zawiozę i odbiorę cię z lotniska.
Wzdycham i całuję jej policzek.
- Nie jesteś zły ?
- Jestem wkurwiony.
- Przepraszam.
- W porządku, przeżyję to.
Jej ręce zaciskają się mocniej w moim pasie.
- Kocham cię.
Wypuszczam powietrze nosem i opieram głowę na jej.
- Ja ciebie też.

______________________________________________________________________________
_____________________
 
Wiercę się na łóżku zmieniając pozycję. Mój mózg nie daje mi spokoju, pracując na pełnych obrotach. Nie daje mi spokoju odkąd opuściłam samochód Zayna trzy godziny temu. Myśli tłoczą się w mojej głowie, przyprawiając o ból. Niektóre mijają się z absurdem, a niektóre budzą ten cholerny strach. To jest koszmar, z którego nikt nie pozwala mi się obudzić. Zagryzam wargę i chore jest to, że wciąż czuję jego smak w ustach. Skutecznie uspokoił moje przerażone wnętrze jednym pocałunkiem. Siadam prosto na łóżku, zaciskając powieki. Dopadają mnie mdłości na myśli, że moje ciało zaczęło przyzwyczajać się do dotyku tego mężczyzny. Ciało to jedno, a serce, rozum i poszargana psychika to drugie. Jęczę głośno i zaczynam szlochać, opadając twarzą na poduszkę. To zbyt wiele, nie zniosę tego wszystkiego, nie kiedy uderza we mnie na raz. Nie chodzi tylko o Zayna, od kilku godzin czuję obecność ojca gdzieś w pobliżu. To niemożliwe, by tutaj był, niemożliwe. Na pewno zapił się na śmierć, nie ma go tutaj. Po moich policzkach zaczynają spływać łzy, kiedy dochodzą mnie odgłosy spadających przedmiotów za drzwi. Marcel.
-Zabierz mnie stąd Boże, proszę...
Zacinam się przez szloch. Pociągam nosem i wycieram łzy.
- Ja chyba nie dam rady z tym żyć.

***
Słońce wstaje, oznaczając się na błękitnym niebie. Wieczorem mam pracę. Na zegarku dochodzi 6 rano i dopiero teraz chaos w mojej głowie się uspokoił, a zmęczenie uderza ze zdwojoną siłą. To tak jakby opuściła cię adrenalina, a ty zaczynasz tracić siły. Moje powieki po prostu opadają, zamykając się. Ignoruję cały świat.
______________________________________________________________________________
____________________
(Zayn)
 
Wyrywam się ze snu i sięgam po telefon na szafce nocnej obok. Carmen spoczywa na mojej piersi, obejmując ramieniem w pasie i cicho pomrukuje. Odbieram szybko, nie chcąc jej obudzić.
- Zayn Malik, słucham ?
Krzywie się na swój ochrypły głos i przenoszę wzrok na budzik. W pół do pierwszej w nocy.
- Dzień dobry panie Malik, z tej strony John. Przepraszam, że pana budzę.
- Stało się coś ?
- Kazał mi pan siebie informować gdyby cokolwiek działo się z pańską pracownicą...
- Coś nie tak ?
Marszczę brwi i zsuwam z siebie delikatnie blondynkę, siadając prosto.
- Pani Mayer spisuje się bardzo dobrze, jednakże coś jest nie w porządku. To nic wielkiego, ale pomyślałem, ze chciałby pan wiedzieć. Pani..
- Chwileczkę.
Przerywam mu i wychodzę z łóżka.
- Co się dzieje ?
Cameron mamrocze na co całuję ją w skroń i powtarzam, że nic, wychodząc na korytarz.

___________________________________________________________________________________________--

 
Wstyd mi, bo jest beznadziejnie krótka,
ale to co szykuję w kolejnej.. myślę, że wam się spodoba.
Dziękuję wszystkim aktywnym osobą, rozdział pojawił się tak szybko dzięki wam,
dzięki motywacji jaką mi dajecie.
 
/Natalia

Rozdzial 22 "Promise ?"

Droga, którą jedziemy jest bardziej znajoma niż bym przypuszczała. Dokładnie znam jej każdy zakręt, przyzwyczajona do mocnego blasku latarni w każdą noc. Wiem dokąd się zbliżamy i kiedy zajeżdżamy na miejsce, jestem całkowicie sparaliżowana. Mija kilka chwil zanim dociera do mnie obecność Zayna, przytrzymującego drzwi samochodu. Widzę jak jego usta kończą się poruszać i czuję się haniebnie nie wiedząc co powiedział. Przełykam ciężko ślinę i zsuwam się z siedzenia na równo wysypany żwir. Wiem dokąd iść, więc ruszam nie czekając na jego ruchy. Pcham ciężkie drzwi klubu, w którym niegdyś pracowałam, wślizgując się do środka tylnym wejściem. Moje zmysły węchu dobrze zapamiętały zapach niosący się po korytarzu, nie reagując tak ostro, jak pierwszymi razami. Wzdycham ciężko i zatrzymuję się pod jego biurem, nie będąc pewna gdzie dalej iść. Jego ramię wysuwa się za mnie, przekręcając w zamku klucz. Puszcza mnie pierwszą, zapalając uprzednio światło. Mój wzrok ląduje na jego biurku i niesamowicie wysokiej stercie papierów. Odwracam się kiedy słyszę trzask, widzę jak z powrotem zaklucza drzwi, a strach przesiąka moje ciało. Przechodzi za drewniany mebel i schyla się znikając za nim na kilka sekund. Wykłada przede mnie czarny komplet bielizny i spogląda z łagodnym blaskiem w oczach.
- Zatańcz dla mnie Mayer. Te same zasady co wcześniej, nie dotknę cię.
Zagryzam policzek i kręcąc głową.
- Chciałaś mi się odwdzięczyć. Nie dotknę cię.
Wzdycham ciężko i zabieram z jego biurka bieliznę, moja duma nie pozwala mi odejść.
- Przebierz się tutaj.
Kiwam głową, ale on nic nie robi, tylko dalej na mnie zerka.
- Wyjdzie pan ?
- Odwrócę się.
Otwieram usta, by zaprzeczyć, ale jego spojrzenie sprawia, że milknę. Odwraca się, a ja najszybciej jak mogę zdejmuję z siebie ubrania, zostawiając je w zasięgu ręki. Nie odrywam oczu od jego sylwetki, upewniając się, że jego głowa nie obraca się w niepożądanym kierunku. Zaprzestaję ruchów, gdy mocno wycięte, koronkowe, białe figi są na poziomie moich kolan. Waham się, co jeśli miał je na sobie ktoś inny.
- Proszę pana..
Prostuję się i zasłaniam swoimi ciuchami, gdyby zechciał się odwrócić.
- Czy ta bielizna.. ona..
- Jest czysta May. Przyszła dzisiaj rano, nikt jej nie używał.
- W porządku.
Opuszczam kupkę materiału i ubieram bieliznę. Składa się tylko z dwóch części: majtek i stanika z tego samego materiału. Między piersiami zwisa mi pęk białych piórek, sięgających aż do pępka, są drażniące, ale przyszyto je na stałe. Przeczesuję swoje włosy i pozwalam im zakrywać większą część moich pleców oraz swobodnie spływać po ramionach.
- Już.
Mówię cicho i ssę w zdenerwowaniu dolną wargę. Jego prawy kącik ust unosi się kiedy stojąc na równych nogach, przewierca mnie wzrokiem. Wychodzi przed swoje biurko i przysiada na nim, zdejmując swoją marynarkę. Rozpina dwa górne guziki koszuli i podwija rękawy do łokci.
- Masz do dyspozycji tamten odtwarzacz, działa tylko jeden głośnik, ale to wystarczy.
Kieruję wzrok na urządzenie na jednej z półek. Huh.
- Nie trzeba.
Odpowiadam prawie bezgłośnie. Zamykam oczy i w głowie odtwarzam utwór idący za mną przez większość życia. Znam go tak dobrze, to on był powodem koszmarów i powodem podziwu. To z jego powodu nauczyłam się tańczyć i z jego udziałem dostałam tę pracę. Lubię i nienawidzę jednocześnie, zawdzięczam i obarczam winą jednocześnie, chyba dlatego ta melodia siedzi tak głęboko w moim pokaleczonym wnętrzu i zostanie tam na zawsze. Zaczynam kołysać biodrami i wprawiam całe swoje ciało w łagodne ruchy. Schylam się nisko, wypinając najlepiej jak umiem swoje pośladki. Rękoma zgarniam ciemne kosmyki z ramion i gładząc swoją skórę opuszkami palców, dłonie prowadzę aż ud. Włosami zamiatam podłogę przed sobą, nie przestając się kołysać. Cicho nucę piosenkę i widzę przed sobą moją matkę. Robię dokładnie to co ona, jestem jak jej lustrzane odbicie. U niej pierwszy raz zobaczyłam na czym polega tego typu taniec. Prostuję się, a w moich uszach rozbrzmiewają okrzyki pijanych mężczyzn. Stali przed jej sceną i wiwatowali głośno, kiedy ciałem poruszała w rytm tych samych dźwięków. Tam pierwszy raz usłyszałam tą melodię. Stałam skulona w rogu ciemnego klubu, nie zauważona przez ochroniarzy. Jak mieli mnie dostrzec ? Tylnego wejścia nikt nie pilnował, a w środku gubiłam się w lawinie ciał. Nie umiałam nawet wrócić do domu, chciałam tylko do mamy. Wymknęłam się z mieszkania tuż po niej i goniłam za nią przez całą drogę. Wołałam ją, ale nie słyszała mnie, nie słyszała mojego płaczu, nie słyszała jak bardzo potrzebuję jej ramion. Patrzyłam na to, jak pełza po scenie na jej krawędzie, zdejmując po drodze górną część bielizny. Widziałam jaka jest naga i jak mężczyzna wpuszczony na scenę ją obmacuję. Wtedy myślałam, że robią jej krzywdę i przerażona wpadłam w histerię, teraz wiem, że ona sama tego chciała. Mrugam powiekami, spoglądając na pana Malika. Dłonie zaciska na brzegach mebla, a kłykcie mu pobielały. Usta lekko rozchyla, ale kiedy spoglądam przelotnie w jego oczy, posyła miły uśmiech. Palcami pociera swoją brodę, a na policzkach występuje delikatna czerwień, przykryta jednodniowym zarostem. Ponownie zamykam oczy i obracam się do niego plecami. Pupą zataczam zmysłowe kręgi, po czym unoszę włosy, odkrywając kark. Zimny powiew powietrza smaga moje łopatki i krzywię się, kiedy w głowie odtwarza się kolejne wspomnienie z tej samej nocy. Ojciec postanowił mnie ukarać, po tym jak wezwała go ochrona klubu. Jego wrzaski roznosiły się po całym pokoju, kiedy szarpał moje ramię, brutalnie mną potrząsając. Już wtedy mnie bolało, ale nie płakałam. Według niego łzy były oznaką totalnej słabości, czego nie tolerował. Słysząc szloch i widząc mokre policzki, w niego coś wstępowało. Bił wtedy bardzo mocno, twierdząc, że nauczy mnie przestać się mazgaić tak, jak nauczył go jego ojciec. Nigdy nie pozwalałam sobie na płacz w jego otoczeniu. Nigdy nie okazywałam przy nim słabości, ale tamtego wieczoru... on.. posunął się naprawdę daleko. Jego koledzy wyśmiali go, mówiąc, że nie umie upilnować małego dziecka. Przerwałam mu jego wieczorek pijacki. Był to jeden z nie wielu razy kiedy zbił mnie naprawdę mocno. Przed oczami widzę jego skórzany pasek, który wyciągnął ze szlufek brudnych jeansów. Zagryzam policzki, kiedy czuję tamten ból na plech. Pamiętam te karmazynowe pręgi, kiedy oglądałam się w lustrze, moja skóra, w niektórych miejscach była prawie porozcinana. Nie mogłam spać, ani się dotknąć, nawet zwykła koszulka wywoływała lawinę bólu. Otwieram oczy i cofam się, kiedy mam wrażenie, że właśnie on stoi przede mną. Obrazy z mojej głowy wydają się przybierać kształt rzeczywisty. Zaczynam wariować. Obracam się szybko i tracę równowagę, potykając o własne nogi. Wpadam w silne ramiona, które pojawiły się przede mną, ratując od upadku. Szybko oddycham, a moja klatka faluje.
- Wszystko w porządku May ? Wyglądasz jakbyś czegoś się przestraszyła.
Gardło mnie boli od powstrzymanych łez.
- May ?
Łapie mój policzek w swoją dłoń, gdy nie reaguje i unosi moją głowę, zmuszając tym samym do spojrzenie w jego oczy. Nieprzenikliwe ciemno-brązowe tęczówki świdrują moją twarz, odbierając mi oddech. Łączy nasze usta w jednej sekundzie, na pozwalając mi na żadne ruchy.
Całuje mnie zawsze, kiedy jestem w złym stanie....
__________________________________________________________________________________________________
 
W następnym rozdziale dowiecie się co nieco o tajemniczej blondi :D
 
Była prośba bym dowiedziała się kiedy będzie "Zayn i Harry", napisałam wczoraj do Sandry, jak odpisze od razu wam podam odpowiedź :D Ale jeżeli dobrze pójdzie, w ciągu przyszłego tygodnia, być może pojawi się zakończenie :D
 
/Natalia

poniedziałek, 28 lipca 2014

Are You Sure? - rozdział 2

Nic nie jest pewne w życiu. Albo coś ci się uda, albo nie. Nie wiesz tego. Nie możesz być pewien na 100%. Zawsze gdzieś jest haczyk. Jak zachce wam się marzyć, siedźcie na dupie w domu i nadal marzcie. Marzenia się nie spełniają. Marzenia powinno się spełniać. Cóż... Ja stawałam na głowie, żeby moje się stało rzeczywistością. Miałam 16 lat jak uciekłam z domu, bo miałam marzenia w głowie. Pozory mylą moi drodzy... Zawsze. Chciałam być tancerką, lecz niestety facet w garniaku nie był pomocny. Nie ufajcie nikomu bogatemu! To są takie snoby, że myślą tylko o tym, żeby oni mogi zarobić. Byłam tancerką, przez rok, później miałam wypadek i złamałam kostkę. Okazało się, że już nie mogę tańczyć... A chciałam. Więc straciłam wszystko. Mieszkanie, chłopaka, pieniądze... Wszystko. Stałam się tancerką Go Go, dopóki nie znalazł mnie ON. Właściciel gangu Czarnych Kobr. Zaoferował mi schronienie i wysoką pensję. Nie byłam jego prywatną dziwką. O nie. Jeszcze mam godność. Pokazał mi jak strzelać, jak robić uniki, jak się bić, jak nie zostawiać po sobie śladów. Na początku byłam dilerem, później stałam się morderczynią. Zabicie pierwszego człowieka nie było takie trudne. Był to gwałciciel. Dobierał się do mnie, a ja akurat miałam przy sobie broń. Nikt mnie o to nie podejrzewał. "Przecież, ja nic nie zrobiłam". Nie bezpowodu nazywają mnie Babydoll. Mówią, że wyglądam jak lalka z porcelany i nikt nie może mnie o nic podejrzewać, bo jestem niewiniątkiem. Uznali to za dar. Umiem owinąć sobie każdego faceta wokół palca, a później go zabić, bez śladów. Szczerze mówiąc podoba mi się zabijanie, ale muszę mieć konkretny powód, dlaczego mam zabić owego człowieka. Teraz mam 19 lat i jestem najbardziej cenionym "killerem". Podoba mi się to. Podoba mi się to, że ludzie się mnie boją...
- Hayley! Wstawaj! - do pokoju wtargnął Payne zakłucając mi mój sen.
- Wypierdalaj, Liam! Rozjebałeś mi kolejny zamek w drzwiach, idioto! - krzyczałam.
- Mam kolejne zlecenie. - powiedział rzucając się na łóżko.
- Z rana?! - zdziwiłam się.
- To akurat zajmie ci więcej niż 2 godziny. - powiedział.
- Co takiego? - zaciekawiłam się.
- Zayn Malik. Kojażysz to nazwisko? - spytał, a ja pokiwałam twierdząco głową.
- To ten najlepszy killer ze... - zaczęłam.
- Ze Złotych Szczurów... - dokończył.
- Ale mają nazwę denną. Kto ją w ogóle wymyślał?
- Nie Zayn. On jest bystry. Za bystry.
- Co przeskrobał?
- Zaproponowałem mu, żeby do nas dołączył. Odmówił zabijając kilku moich ludzi.
- To czemu go od razu nie zabiłeś?
- Wiesz, że nie chodzę, na tego typu misje...
- Fakt. Ile dajesz?
- 100 patyków.
- 100 000? Wow. Masz dobry dzień, czy co?
- Można tak powiedzieć.
- Jest jakiś limit czasowy, czy coś?
- Nie do końca... Powiem tylko tyle, że im szybciej tym lepiej. Zrób zwiady, pokręć się przy nim, jak będzie to konieczne to idź z nim do łóżka, a później go z cichacza zabij. Proste i logiczne.
- Okay. Najpierw wypłata. Tak jak zawsze.
- Babydoll, to nie 1 000, czy 10 000. To jest pełne 100 000. Rozumiesz?
- Dlatego chcę teraz. Sam mnie tego nauczyłeś, żeby nikomu nie ufać, Li.
- Wychowałem cię.
- Jak mnie ze sobą zabrałeś miałam 17 lat.
- Ale nauczyłem cię wszystkiego i ty mi jeszcze nie ufasz?
- To jest pełne 100 000, tak jak to określiłeś. Pieniądze są najważniejsze.
- Połowa teraz i połowa później.
- Teraz całość.
- Boże jaka ty uparta jesteś! - jęknął i na stoliku obok łóżka położył gruby pliczek pieniędzy.
- Dziękuję, już się robi. Zdechły Malik raz. - uśmiechnęłam się
- Ta ta... Bierz się do roboty. Chcę być z ciebie dumny. Kocham cię, Hayley. - pocałował mnie w czubek głowy.
- Ja ciebie też, braciszku. - zaśmiałam się.
- O boże... Przez ciebie zbankrutuję. - powiedział.
- Jeszcze się wzbogacisz, Li... - odpowiedziałam.
- Mam nadzieję. - mruknął i wyszedł.
Ubrałam się i shorty z wysokim stanem ozdobione złotymi ćwiekami, czarny top z logiem AC/DC i na to czerwoną koszulę flanelową w kratę. Na nogi wsunęłam moje czarne niskie converse, również z ćwiekami. Zrobiłam szybkie kreski eyelinerem i podkreśliłam oczy kredką do oczu. Dla efektu dałam jeszcze trochę cieni do powiek i maskary. Usta jak zawsze były pomalowane krwisto-czerwoną szminką. Podobał mi się efekt końcowy. Zaraz! Włosy! Szybko je rozczesałam i lekko podkręciłam lokówką. Fantastycznie. Wzięłam swój telefon i wyszłam na miasto.
Zayn'ie Malik'u, wypowiedz swoje ostatnie życzenie, bowiem będzie to twoje ostatnie...
____________________________________________________________
I mamy pierwszy rozdział za sobą. Podoba się? Jeśli tak, to zostawcie po sobie jakiś ślad. :) Jeśli jesteście ciekawe co dalej to możecie zajrzeć na Wattpada, tam jest już 2 rozdział. i ogólnie tam będzie szybciej dodawane, tzn, jak tam opublikuję 3 to tu 2 i tak dalej, że tu będzie o jedno do tyłu i bla bla bla... xd LINK
Lov, May xx

niedziela, 27 lipca 2014

"Are You Sure?" - wprowadzenie.

Hayley Williams. Ma dopiero 19 lat. Mówią na nią Babydoll, bo wygląda jak porelanowa laleczka. Nikt nie przypuszczałby, że takie niewiniątko, jak ona może być morderczynią. Biją się o nią w gangach, lecz ona wybrała Czarne Kobry - najbardziej ceniony gang w całej Wielkiej Brytanii. Ją najczęściej wysyłają na "żniwa", ze względu na to, że nikt ją nigdy nie podejrzewa. Udaje się jej wyjść z każdej stuacji. 
Miała marzenia, gdy przyjechała do Londynu. Straciła wszystko w ciągu sekundy. Z bogatej i rozpieszczonej córeczki tatusia stała się Niewinnym Diabłem. Zabiła już wiele, zdobyła szacunek wśród gangów, mimo jej porcelanowego wyglądu. Mówią też o niej, że jest jak ninja, bo gdy zabija - nie pozostawia po sobie śladów. 
Co się stanie, gdy dostanie za zadanie zabić Zayn'a Malika? Czy na ich drodze stanie miłość? A co będzie, jeśli jednak zakochają się w sobie? Co będzie z gangami i tą całą rzeźnią? Czy będą wstanie przeciwstawić się całemu światu?
Nie wiesz tego. Ja tak. To moja historia. Nazywam się Babydoll. Nie oceniaj książki po okładce, bo możesz się bardzo zdziwić...
________________________________________________________________
Oto moje następne "dzieło", które możecie znaleźć na wattpadzie LINK.
Ale będzie też umieszczana tutaj, więc... Od wyboru do koloru. :) Ten klimat jest ciutkę mroczniejszy, niż moja pierwsza książka zatytułowana "The Secret". Tu nie będzie magii, będzie dużo przemocy i krwi. Będą gangi i strzelaniny, będą nielegalne wyścigi, hera koka hasz LSD ta zabawa po nocach się śni i wiele innych... Dowiecie się tego, czytając to albo na Wattpadzie (Kliknij na różowy napis LINK), albo tu. :)
I hope u like it. <5
Lov, May xx

wtorek, 22 lipca 2014

Listy Liam'a do Megan

12 Czerwiec. Londyn


Droga Megan

Naprawdę nie wiem od czego powinienem zacząć ten list. Chciałbym Ci tyle powiedzieć... co było powodem dla którego pozwoliłem Ci upaść. Chociaż tyle razy przyrzekałem, że nigdy tego nie zrobię, tyle razy Cię przed tym chroniłem, a teraz? Czuję się jak najgorszy palant.
Chciałbym wiedzieć co teraz o mnie myślisz. Czy ty w ogóle o mnie myślisz? Może wyrzuciłaś mnie ze swojej głowy, bo to byłoby dla Ciebie najlepszym wyjściem, jednak czy dałaś rade wyrzucić mnie ze swojego serca? Oh Megan... nie widziałem Cię od tak dawna. Dzisiaj mija 5 miesięcy.
Te pięć miesięcy było dla mnie jak życie bez tlenu. Co dzień gdy się budziłem, czułem, że się duszę bo nie było Ciebie obok. Czułem się jakby ktoś zamknął mi oczy. Nie dostrzegałem już piękna w niczym, wszystko było albo złe, albo jeszcze gorsze. Czasem przechodziło mi przez myśl, żeby stąd odejść, bo bez Ciebie... bez Ciebie nie było już mnie. Moje serce zawsze będzie należało do Ciebie...
Wiem, że to ja zawiniłem. Nie chciałem Cię pakować w moje życie wśród mediów. Wiem jak bardzo delikatna jesteś, jak bardzo reagujesz na słowa. Chciałem wybrać dobrze, chciałem żebyś zapomniała i znalazła kogoś przy kim będziesz naprawdę bezpieczna bez tej całej otoczki „nowego pupilka” najnowszych gazet, bez latających dziennikarzy, bez ochroniarzy. Chciałem żebyś miała normalne życie. Takie jakie od zawsze chciałaś mieć.
Zawsze byłem egoistom myślałem tylko i wyłącznie o moich korzyściach. Przeprowadziliśmy się do Londynu- ze względu na mnie, rozstałaś się z najbliższymi – ze względu na mnie. Rzuciłaś studia- ze względu na mnie.
To miało być dobre wyjście. Chciałem czegoś dla Ciebie, jednak postąpiłem źle. I teraz kiedy nie ma Cię przy mnie- zrozumiałem to. Zrozumiałem jak głupi byłem dając Ci odejść. Widziałem jak pakujesz swoje rzeczy, cała roztrzęsiona, zapłakana. Ledwo stałaś na nogach. Widziałem to.
Chce żebyś wiedziała, że ja także cierpiałem. Musiałem zachować się tak jakby to nie było prawdą, bo chciałem , żebyś zaczęła nowe życie- beze mnie.
Co dzień przechodzę obok bloku, w którym mieszkasz. Siadam na ławce po przeciwnej stronie drogi i potrafię godzinami wpatrywać się w twoje okna z nadzieją, że ty właśnie robisz to samo. Jednak czy kiedykolwiek mnie zauważyłaś?
Jestem ciekawy czy w dalszym ciągu śledzisz mojego Twitter'a czy Instagrama tak jak dawniej. Ja tak robie. Chociaż już od tych pięciu miesięcy nic nie dodałaś. Przeglądam wszystko gdzie jesteś ty, by zobaczyć jak wiele straciłem. Ciekaw jestem czy zastanawiasz się, czy napisać do mnie, czy zadzwonić.

Dzisiaj również byłem pod twoim domem. Pewnie brzmię jak jakiś psychopata, jednak nim nie jestem. Widziałem zwiędłe kwiaty na twoim parapecie. Nie mieszkasz już tu? Może znalazłaś sobie lepsze życie, z kimś lepszym niż ja, z kimś kto będzie dbał o Ciebie bardziej niż ja, z kimś kto nie pozwoli Ci odejść.
Gdy siedzę w studiu i pisze piosenki – myśle o tobie.. Myślisz, że o kim innym mogłem napisać w Little Things oraz They Don't Know About Us swoje wzrotki ? To ty byłaś moim natchnieniem i moją miłością.
Gdym tylko mógł Cię objąć i powiedzieć jak bardzo tego żałuje, uwierz, że zrobił bym to. Gdym mógł cofnąć czas i naprawić błędy..


Na zawsze... Twój Liam

_____________________________________________________
Hej kochani! W ostatnim poście jakim dodałam Liam powiedział, że " Codziennie pisałem listy do ciebie. To głupie, wiem. Nigdy ich nie wysłałem. " Tak więc postanowiłam zrobić może jeden, a może dwa takie jego listy. Co tym myślicie ? Komentujcie ! Love ya' !

by @LetsMakeMyWish
 

Rozdział 21 "Promise?"

Zamykam za sobą drzwi i zmęczona przecieram oczy. Ledwo co stoję, a moje kroki są chwiejne kiedy idę do sypialni. Deski skrzypią mi pod nogami wywołując pulsujący ból głowy, ale ignoruję go. Pragnę tylko zanurzyć swoje ciało w pościeli i zamknąć oczy, dając sobie chwilę odpoczynku. Zamykam za sobą kolejne drzwi, tym razem sypialni i w ciemnościach zdejmuję obcasy. Podkurczam i prostuję palce, czując ból na całej powierzchni stup. Zsuwam gumkę z włosów, które musiałam ujarzmić w czasie pracy i rozmasowuję skórę u ich nasady.
- Kochanie.
Piszczę i cofam się w ciemnościach, na ślepo szukając włącznika światła. Pomieszczenie rozjaśnia się i wydaję jeszcze jeden pisk na widok Marcela.
- Czekałem na ciebie.
Wolnym krokiem zmierza ku mnie, a wzrok utrzymuje w ziemi.
- To dla ciebie.
Zza pleców wysuwa skromną wiązankę margaretek i mi ją wręcza. Ignoruję chęć odrzucenia ich i przygarniam je do piersi.
- Lubisz je prawda ? Pamiętałem.
Nie przepadam. Nie lubię ich. Milczę, a po chwili i ja spuszczam głowę.
- Chciałem cię przeprosić i ja.. ja chyba poszukam pracy.
Prycham w myślach na jego słowa i kiwam mu w zrozumieniu.
- Szybciej dzisiaj wróciłaś.
- Mam nową pracę. Nie jestem już dziwką.
- To dobrze. Gdzie pracujesz ?
- W barze, stoję za ladą i obsługuję klientów.
Nakładam nacisk na słowo "za ladą", ale on i tak prycha, a jego mina dokładnie zdradza jego myśli. W głowie niemal słyszę jego głos wrzeszczący na mnie.
- Pójdę spać, jestem zmęczona.
Widzę jak gryzie się w język kiedy gaszę światło. Mijam go i odkładam kwiaty na komodę, mało mnie obchodzi czy zwiędną. Układam się na łóżku i szczelnie oplatam kołdrą. Zamykam oczy, ale mimo tego nadal czuwam. Mija kilka chwil, jak miejsce za mną zostaje zajęte, a męska dłoń oplata mnie w pasie. Pościel jest moją jedyną ochroną, dlatego naciągam ją jeszcze bardziej i ściskam mocno w swoich pięściach.
- Kochasz mnie jeszcze May ?
Zaciskam szczękę i wypuszczam cicho nosem powietrze. Czuję jak się pochyla nad moim ciałem, co sprawia, że cała drętwieje. Jego usta dotykają moich, w krótkim pocałunku, wywołując falę obrzydzenie i niepokoju.
- Śpisz.
Jego ramie zacieśnia uścisk w moim pasie i przyciąga mnie do swojej piersi.
- Musisz mnie kochać.
W sen odpływam dopiero wtedy, kiedy upewniam się, że Marcel śpi.

***
Przestraszona uchylam ciężkie powieki, rozglądając się po pokoju. Jest wcześnie, widzę w brudnych oknach dopiero wschodzące słońce. Znowu to czuję, szlocham cicho i próbuję wymazać z pamięci obraz brudnych dłoni błądzących po moim ciele.
- Kochanie coś nie tak?
Czuję jak gumka moich majtek odchyla się pod pościelą na co zaczynam piszczeć. Wyskakuję z łóżka, a po moich policzkach zaczynają płynąć łzy, kiedy widzę nagiego Marcela. Zakrywam ręką usta, próbując uciszyć swój rosnący w sile płacz i mocniej przyciskam kołdrę do swojej piersi. To nie była moja wyobraźnia tylko rzeczywistość. Próbował mnie zgwałcić, kiedy spałam.
- May co się dzieje ?
Co się dzieje ? Wypuszczam z rąk kołdrę i obciągam swoją podciągniętą spódniczkę.
- Ty... chciałeś mnie zgwałcić.
Kwilę.
- Do cholery, nie maż się.
Wybiegam z sypialni nim Marcel zdąża wstać i opuszczam mieszkanie. Wchodzę na ostatnie piętro budynku i przysiadam na schodku, owijając się rękoma, by zapewnić sobie odrobinę ciepła. Muszę się uspokoić i na nowo poskładać w całość. Potrzebuję pomocy psychologów, wiem o tym, czuję to, ale zbyt bardzo zrazili mnie do siebie pierwszym razem, bym była wstania udać się do nich po pomoc jeszcze raz. Kiedy dopadają mnie myśli samobójcze, opieram głowę o ścianę obok i robię co mogę, by je powstrzymać. Tak długo jak będę wstanie powstrzymać się od skończenia z sobą, tak wiem, że będę wstanie próbować żyć z tym co się wydarzyło. Muszę tylko stąd uciec... uciec z tego miasta.

***
Moja zmiana kończy się dzisiaj kilka minut po 21 i kiedy wychodzę z budynku nie jest jeszcze tak całkiem ciemno. Równym krokiem przemierzam chodnik, zastanawiając się czy powinnam wracać do mieszkania. Gdy po kilku godzinach zdecydowałam się zejść na swoje piętro, po Marcelu nie było śladu. Jednak to, że nie było go wtedy nie znaczy, że teraz tam na mnie nie czeka.
Błądzę jak ofiara po mieście, nie mogąc odważyć się wrócić do lokum. Zatrzymuję się przed jedną z ławek i przysiadam na niej, kiedy słup z ogłoszeniami przede mną jest tym, który mijam już trzeci raz. Wplątuje palce w swoje włosy i spuszczam głowę, ale ta chwila spokoju nie trwa nawet minutę. Po drugiej stronie rozpoczyna się bójka między dwoma mężczyznami, więc po prostu uciekam, nie chcąc być jej ofiarą. Mijam masę budynków, aż trafiam na spokojną okolicę i w skupieniu przemierzam długi parking. Czy chcę czy nie muszę tam wrócić. Odgłos zatrzaskiwanych drzwi, każe mi podnieść głowę, bo zdaje się, że nie jestem tu sama. Moje serce bije mocniej w strach przed kolejnym skrzywdzeniem. Uspokajam się odrobinę, kiedy rozpoznaję mężczyznę. Zanurzam dłoń w kieszeni upewniając się czy nadal znajdują się w niej pieniądze. Dzisiaj wypada koniec tygodnia, czyli każdy otrzymuje tygodniową wypłatę. Nawet ja ją dostałam, co prawda tylko jej połowę, ale jest to sprawiedliwe, bo nie mam za sobą całego tygodnia pracy. Przyśpieszam krok i zatrzymuję się za Zaynem. Nie wiem jak zacząć, więc zaczepiam dłonią jego rękę, gdy otwiera drzwi kierowcy. Natychmiast się od wraca, a jego surowa mina sprawia, że cofam się kilka kroków.
- May.
Jego rysy łagodnieją i uśmiecha się delikatnie.
- Ja.. ja nie...nie chciałam panu..
Gryzę się w język i nabieram powietrza.
- Uspokój się Mayer. Stało się coś ?
- Nie.
Kręcę głową i wyciągam z kieszeni kopertę.
- To dla pana.
Odbiera ją ode mnie i od razu otwiera.
- Pieniądze ?
Unosi brew i nie ukrywa zaskoczenia.
- Nie mam na razie więcej, ale oddam panu wszystko za prawnika i jedzenie, w najbliższym czasie.
- May, mówiłem ci, że żadnych pieniędzy nie przyjmę. To jest twoja wypłata, więc tym bardziej.
Pokazuje nadruk z nazwą baru i próbuje wręczyć mi papier z powrotem.
Odsuwam się na co on wzdycha groźnie.
- Tak bardzo ci zależy na tym, by mi się odwdzięczyć ?
Zastanawiam się nad tym chwilę, ale przytakuję.
- W takim razie wsiadaj.
Obchodzi samochód i otwiera mi drzwi pasażera.
- Dalej May, zaufaj mi.
Stoję dalej w miejscu, jednak po zapewnieniu, że nic mi się nie stanie, wsiadam.
Wszystko jest lepsze od wracania do Marcela...

_______________________________________________________________________________________________

 
I jest.. wczoraj długo zastanawiałam się nad tym opowiadaniem i doszłam do wniosku, że jest ono strasznie nudne.
Dlatego już w najbliższym czasie, dojdziemy do punktu, gdzie wszystko się rozkręca.
Poznacie trochę tajemnic Malika, a wierzcie ma ich całkiem sporo.
Wiem też, że rozdziały są krótkie, ale im bardziej staram się by był dłuższy, tym jest krótszy.
Przepraszam.
Spróbuję pisać je szybciej, by chociaż w ten sposób was zaspokoić.
I bardzo, bardzo dziękuję za wasze komentarze.
Kiedy wchodzę i widzę, że jest ich chociaż 9, naprawdę dostaję kopa i zaczynam pisać kolejny rozdział, by nie zawieść tych osób, które poświęcają swój cenny czas, naprawdę doceniam to co robicie.
 
/Natalia
 

niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział 20 "Promise ?"

Przyuliczna restauracja, która z zewnątrz wcale nie zachwycała wyglądam, wewnątrz imponuje swoim urokiem. Wprawia w podziw. Właścicielka lub właściciel musi być wielkimi miłośnikiem natury. Wszystko skąpane w zieleni mogłoby się wydawać zbyt mdłe, jednak każdy kto tak myśli jest w błędzie. Zieleń jest żywa, rażąca energią, a ilość roślin przyprawiająca o zawroty głowy, wprowadza tu szeroką gamę innych kolorów. Nogi stolików wyrzeźbione zostały w pnie drzew, a blaty pomalowane w ich korony. Wyeksponowany został nawet środek sali, gdzie wybudowano basen na wzór krętej rzeki. Pół okrągły mostek łączący dwa brzegi porośnięty jest bluszczem, a między liście wplątane zostały lampki choinkowe.
- Zachwycające prawda ?
Spoglądam na Zayna i przytakuję. Ciężko jest mi powstrzymać się, by jeszcze raz nie zacząć wertować pomieszczenia od początku do końca. Zapach trawy i orchidei jest wyraźny i działa uspokajająco.
- Zamień gesty na słowa May. Co chciałabyś zjeść ?
Spuszczam wzrok na zalaminowaną kartę dań i wybieram najtańsze danie jakie mają. Zbyt wiele razy otrzymałam jego pomoc, za którą nigdy nie będę mogła się odpłacić. Wykorzystywanie go jest nie w porządku.
- Pozycja dwudziesta.. sałatkę.
Mężczyzna ściąga brwi, a jego wyraz twarzy na moment staje się surowy.
- Kiedy ostatnio cię widziałem, liczyłem twoje kości. Tylko ślepy nie zauważyłby, że jesteś wychudzona, taki posiłek jest nie poważny przy twoim stanie.
- Ja..
- Zamówię za ciebie i dopilnuję byś wszystko zjadła.
Wstaje z miejsca, zabierając ze sobą kartę i idzie na koniec sali do lady, gdzie stoi rudowłosa kelnerka. "Jest w nim więcej z człowieka, niż się spodziewałaś". Przytakuję podświadomości i skubię końce serwetki w kwieciste wzorki. Ludzie nie zawsze są tacy na jakich wyglądają. Ale osądy nie biorą się znikąd, czasem robimy to z ostrożności, a czasem po prostu.. po prostu kierujemy się krzywdą nam wyrządzoną.
- Nadal jesteś zadowolona z nowej pracy ?
Podnoszę gwałtownie głowę, zaskoczona obecnością Zayna.
- Tak, jestem.
- Cieszę się.
Uśmiecha się pogodnie, luzując siwy krawat. Wypadałoby coś powiedzieć. Zagryzam dolną wargę, ssąc ją nerwowo.
- Jak mija panu dzień ?
Moje policzki płoną, kiedy zdaje sobie sprawę z jak idiotycznym pytaniem wyskoczyłam. Mężczyzna podśmiewa się ze mnie i nawet nie stara się tego ukryć. Odwracam wzrok i przysięgam, że już nigdy na niego nie spojrzę.
- W porządku May, zaskakujesz mnie z każdą chwilą.
W jego niskim głosie słychać rozbawienie, co tylko sprawia, że czuję się jeszcze gorzej.
- Nie uciekaj ode mnie wzrokiem, naprawdę cieszę się z faktu, że zaczynasz mówić.
Odchrząkuję cicho i jako zajęcie znajduję sobie wpatrywanie się w płynącą wodę na środku sali. Nie spojrzę na niego.

***
- Proszę Pana ?
Malik skupia swoją całą uwagę na mnie, uśmiechając się lekko. Biorę głęboki oddech i wypowiadam słowa, które wypada powiedzieć
- Dziękuję za obiad i za wszystko.
Zamierzam zatrzasnąć drzwi samochodu, ale kiedy to robię cicho woła moje imię.
- Nie mów do mnie "pan". Nie jestem już twoim szefem. Możesz po prostu mówić Zayn.
- "Pan" jest w porządku.
Kiedy cisza się nasila, zamykam drzwi i wchodzę do mojego miejsca pracy. Obiad naprawdę bardzo się przeciągnął z powodu wydłużonego czasu czekanie na posiłki oraz mojego powolnego jedzenie. Zamierzałam nie fatygować Zayna odwożeniem mnie i sama się tu dowlec, jednak jak zwykle nie miałam tyle odwagi, by dłużej mu się przeciwstawiać.
Przeciągam przez głowę czarny materiał, wkładając na swoje ciuchy służbową koszulkę z logiem baru i staję za kasą, wykonując to co do mnie należy.
__________________________________________________________________________________
________________________________
(Zayn)
 
Dłońmi przecieram zmęczoną twarz, a odgłos mojego westchnięcia obija się o ściany biura. Światła miasta migoczą w ciemnej nocy, sprawiając, że moje oczy pieką i łzawią. Ściskam nasadę swojego nosa, przymykając na sekundy powieki. Kolejny raz podrzucam czarne pudełeczko do góry bijąc się z myślami. W kolejnym przypływie zdenerwowania okręcam się na obrotowym fotelu i z trzaskiem odstawiam je na biurko. Staję na nogi, pośpiesznie zgarniając z oparcia swoją marynarkę i idę do wyjście po drodze przechwytując swoją teczkę. Gaszę światła na całym piętrze i zjeżdżam windą na parter, skinieniem żegnając dyspozytora. Mój telefon rozdzwania się w mojej kieszeni kiedy wychodzę, na co klnę pod nosem. Nad dobrze znanym numerem widniej zdjęcie ślicznej blondynki, przez co moje serce się ściska. Tak kurwa nie dawno dowiedziałem się, że posiadam uczucia.
- Zayn Malik, słucham ?
- Cześć kochanie.
Czemu do chuja zacząłem tak formalnie rozmowę skoro wiedziałem, że to ona.
- Cześć.
- Ja... zrobiłam nam chińszczyznę i ona trochę tak jakby już wystygła. Kiedy będziesz, powinnam na ciebie czekać ?
- Zacznij beze mnie. Wyszedłem z biura i będę niedługo.
- Okeeej. Kocham cię.
Urządzenie informuje mnie o drugim połączeniu, więc nie odpowiadam tylko poświęcam swój czas, jakiemuś dupkowi, który po godzinach przypomniał sobie, że ma do mnie zasrany interes.
- Zayn Malik, słucham ?
Warczę groźnie i wrzucam swoją teczkę na tylne siedzenie, po czym sam zajmuję miejsce za kierownicą. Wkładam w ucho słuchawkę bluetooth, a telefon odkładam na stojak.
- Zayn stary, załatwiłem to o co prosiłeś. Wszystko jest ustawione. Kiedy wracasz z tego zasranego Londynu ?
- Wyrażaj się. Zostaję tu jeszcze miesiąc, jak plany się zmienią wrócę wcześniej.
- Musisz..
- Wiem co muszę. Kamile skontaktuje się z tobą jutro.
Rozłączam się i wyjeżdżam z parkingu.
Mijam swój apartamentowiec dwa razy, aż decyduję się skończyć jeżdżenie bez celu i po prostu tam wejść.
___________________________________________________________________________________________________
 
 
Na jutro, ewentualnie pojutrze, napiszę rozdział 21, ponieważ ten jest bardzo krótki. 
 
/Natalia

Zaproszenie :)

Rosemary Black - zwykła 18-latka. Ma w życiu to, czego jej najbardziej potrzeba. Kochającego chłopaka Chad'a (który jest rozgrywającym w szkolnej drużynie futboll'owej), przyjaciół - Maxa i Judy, dach nad głową i stypendium na wymarzonej uczelni. Czego chcieć więcej? Może kochających rodziców? Rosemary wychowała babcia od strony matki. Jej rodzice zginęli w wypadku. Z charakteru jest uparta, stanowcza, na zewnątrz wredna i odważna suka, a w środku miła i krucha. 
Ale co się stanie, gdy pozna Zayn'a Malik'a - nowego nauczyciela plastyki? Czy bożyszcz miliona nastolatek zawróci Rosemary w głowie? Czy Rose zaufa mu na tyle, żeby zdradzić jej największy sekret?
______________________________________________________________________________
Cześć, oto moja książka na Wattpad. Zwie się The Secret. Głównymi bohaterami jest Rosemary i Zayn. W tej książce One Direction co prawda nie powstało, ale Zayn jest zainteresowany plastyką, no i oczywiście muzyką... xd Rosemary nie wie, że tajemniczy nauczyciel od plastyki (Zayn) czyha na nią. Ale nie w złym sensie. Zayn, Max i Judy (Max i Judy to rodzeństwo i przy okazji najlepsi przyjaciele Rosemary), oraz jej kochana babcia znają mroczną tajemnicę. Tylko biedna Rose nie wie, jakie niespodzianki na nią czekają... 
ZAPRASZAM. :3
May xx

sobota, 19 lipca 2014

Zayn - smutny

Kochany Zayn'ie...
Ludzie mówią: Młodzi, głupi nie myślą. Cóż. To prawda. Miłość nas zaślepia. Jesteśmy tak zaślepieni, że nie wiemy co robimy... Cóż... Znasz to skądś, Zayn? Heh... Wiem, że nie przeczytasz tego listu. Sama nie wiem po co go piszę... Wiem jestem idiotką... Ale... Nie zdążyłam ci powiedzieć, jak bardzo mi cię brakuje. Jak bardzo cię kocham... Nasza córeczka ma już 6 lat... Tak. Byłam w ciąży. Po naszej romantycznej kolacji, na którą mnie porwałeś i to dosłownie... Cóż nadal pamiętam ten wstyd, jak byłam w dresie, a ty w garniturze w restauracji. Ludzie patrzyli się dziwnie na nas. Głównie na mnie... Myśleli, że urwałam się z choinki... W domu chciałam ci powiedzieć, choć byłam przerażona. Cholernie się bałam jak zareagujesz. Niestety nie zdążyłam. Lekarze cudem mnie uratowali, choć wolałabym, żeby to ciebie uratowali. Gdybyś tu teraz był, to wykłócałbyś się o to... Rosemary. Tak ma na imię nasza córka. Pamiętam jak kiedyś rozmawialiśmy o przyszłości, padło pytanie jak nazwalibyśmy córkę, ja kłóciłam się, że Mary, a ty, że Rose. Tak więc narodziła się Rosemary. Jest tak strasznie podobna do ciebie, Zayn... I z charakteru i z wyglądu. Wiele razy pytała się, gdzie jest jej tatuś... Wiele razy jej opowiadam jej jaki to wspaniały byłeś i jesteś nadal. Również po tobie odziedziczyła talent do śpiewania i rysowania. Rose czasami zamknąć się w twoim pokoju w Bradford i rysować całymi dniami. Tak, Zayn. Przeprowadziłam się do Bradford. Zamieszkałam z twoimi rodzicami. Doniya i Waliyha ułożyły sobie życie, już wyprowadziły się z domu. Safaa chętnie dzieli pokój z Rose, a ja zajęłam twój. Przebywając w Bradford mam wrażenie, że jesteś cały czas przy mnie. Że mnie tulisz, całujesz, mówisz jak bardzo mnie kochasz. Że co wieczór kładziemy się razem do łóżka i że codziennie witasz mnie uśmiechem i pocałunkiem... W Londynie też to czułam, ale twoja rodzina potrzebowała mnie i Rosemary, jak i my ich. Często też chodzę z Rosemary na placyk zabaw, na którym lubiłeś się bawić - przynajmniej tak mi opowiadałeś, jak i twoja mama. Na łożu śmierci powiedziałeś mi, żebym ułożyła sobie życie, znalazła kogoś, wyszła za mąż i miała gromadkę dzieci. Nie zrobiłam tego. Tzn... Ułożyłam sobie życie, ale nie znalazłam tego kogoś, nie wyszłam za mąż i nie mam gromadki dzieci. Mam tylko Rosemary i twoją rodzinę. Oni w zupełności mi wystarczą. Nadal mam ten pierścionek od ciebie. Nadal jestem twoją narzeczoną, Zayn. Nadal czekam, aż powiemy sobie "tak" przy kościelnym ołtarzu. Nadal czekam... Wciąż kontaktuję się z chłopakami. Co prawda już przestali koncertować, bo stwierdzili, że co to za zespół, bez ich Malika... Nic im nie wychodziło, wciąż się mylili, ciągle się kłócili o byle co... Ale nadal są przyjaciółmi. Też chcieli być ciebie blisko, więc też przeprowadzili się do Bradford. Codziennie nas odwiedzają... Wspierają nas i sami też cierpią. Aż do dzisiaj. Wspominamy, jaki byłeś czasem durny, uparty, nieznośny, zbyt pewny siebie... Śmiejemy się z tych fajnych chwili. Tych złych nie ma Zayn... Są tylko te dobre... Tak w ogóle to dziś jest 12 stycznia. Twoje urodziny. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! Życzę ci... No właśnie. Nie wiem czego ci życzyć... Powiem/napiszę tylko tyle, że tak strasznie za tobą tęsknimy. Chciałabym, żebyś do nas wrócił, żebyś poznał swoją córkę. Kocham cię Malik. Będę cię kochać. Tylko czekam na ten dzień, kiedy cię spotkam tam na górze. Wiem, że ty tam trafiłeś. Nie ma innej opcji. Tylko pozostało pytanie, czy ja też tam trafię? 
PS. Jeszcze raz ci napiszę, że KOCHAM CIĘ.
Na zawsze twoja,[Twoje Imię]
_________________________________________________________________
Podoba się? Imagin mojego autorstwa. żeby nie było...
May xx

czwartek, 17 lipca 2014

Liam

21 czerwiec.

Widziałam go, jednak nie był już taki sam jak wtedy. Nie przejmowali go inni. Szedł z naprzeciwka, swoje brązowe tęczówki ukrył pod osłoną ciemnych, przeciwsłonecznych okularów. Na twarzy miał uśmiech typowego cwaniaka. Dłonie ukryte w kieszeniach jego dopasowanych jeans'ów. Wyglądał tak jakby ten świat należał do niego. Wszyscy kłaniali się mu, schodzili mu z drogi. Dziewczyny oglądały się za nim. A ja? Stałam w miejscu i patrzyłam na to całe przedstawienie. W końcu przeszedł obojętnie obok mnie, a za nim zaczął ciągnąć się zapach jego drogiej wody kolońskiej. Pomyśleć, że kiedyś miałam to wszystko, że kiedyś miałam po co żyć...

1 lipiec

Dzień zaczął się jak każdy inny. Nie potrafiłam wytrzymać sama ze sobą bez tego „ oznaczania się” . Na ciele przybywało coraz więcej podłużnych, czerwonych kreseczek. Każda z nich pokazywała jak bezsilna jestem. Po twarzy spłynęło tysiąc łez, gdy zajęłam się przeglądaniem starych zdjęć. Na każdym z nich widziałam tą szczęśliwą dziewczynę, przy boku chłopaka, który jako jedyny dawał mi bezpieczeństwo. Nie jestem już tą dziewczyną.
Chwytam kolejne zdjęcie, zapalniczką przypalam jego róg. Wraz z płomieniami wypalają się wspomnienia z tak nie dalekiej przeszłości.

4 lipiec

Mamy bardzo słoneczne lato tego roku, nieprawdaż? Nocne wypady na miasto, imprezy, wyjścia na basen, opalanie się. Tak wygląda życie każdego, kto ma niespełna 20 lat, bo czego można chcieć więcej od życia niż zabawa od świtu do nocy ? Ja tego nie doczekam. Już nie. Siedzę zamknięta w czterech ścianach. Nie chce myśleć o jedzeniu, przecież – jak on powiedział- „Nigdy w życiu nie widział grubszej osoby ode mnie”, więc siedzę w kącie swojego mieszkania, zamknięta w sobie. Czy znajdę kogoś kto znajdzie sposób by uwolnić mnie od siebie?

12 lipiec

Dzisiejszy dzień był znacznie chłodniejszy niż poprzedni tydzień. Termometr ledwo wskazywał 15 stopni. Ubrałam na siebie znoszone i poblakłe, czarne rurki, a na górę zarzuciłam szarą, rozciągniętą bluzę. Rękawy były zaciągnięte na nadgarstki tak by zakryć jak największą ilość mojej skóry. Długie, kasztanowe włosy ukryłam pod kapturem, który zaciągnęłam na swoją pobladłą twarz.
Wyszłam na zewnątrz pierwszy raz od prawie dwóch i pół tygodnia. Gdy lodowaty wiatr owiał moje ciało, poczułam, że wciąż żyje. Przeszłam przez ruchliwą ulicę ignorując trąbienie samochodów czy nawet piski opon. Znalazłam się po drugiej stronie ulicy.
- Ty chyba naprawdę chcesz umrzeć.
Usłyszałam jego głos zza moich pleców.
-Coś trzeba zrobić ze swoim życiem.
Odparłam i ruszyłam przed siebie, ignorując parzące łzy spływające po moich policzkach.
- Jesteś jeszcze większa wariatką niż myślałem. Dobrze, że Cie rzuciłem !
Jego krzyk uderzył w moje jakże kruche serce powodując, że rozpadło się i trzasnęło o ziemię.

12 lipca (noc)

To nie był spokojny dzień. Nie wiem gdzie jestem. Nie wiem kim, a raczej czym się stałam. Widzę tylko tego mężczyznę, który po raz drugi wbija igłę w moją żyłę. Gdy bezbarwny płyn zaczyna mieszać się z krwią ponownie odlatuje. Może to jest moim nowym ratunkiem?

31 lipca

Kończę ten miesiąc z posiniaczonymi i spuchniętymi od zastrzyków rękami, z 20-stoma szwami na udach, z nowym nałogiem jak i kolejnym sposobem na zapomnienie i z coraz gorszym poczuciem pustki.
Dziś po raz pierwszy od 4 miesięcy odważyłam się spojrzeć w swoje odbicie w lustrze. Ta wiecznie uśmiechnięta dziewczyna, która cieszyła się życiem, która zawsze była w centrum uwagi -odeszła. Teraz mogę ujrzeć jedynie wrak tamtej dziewczyny. Podkrążone oczy, spuchnięta od płaczu twarz. Niegdyś wiecznie opalona cera zamieniła się w zimną i pobladłą.
Słyszę dzwonek mojej komórki. Tak dawno jej nie używałam... Udaje mi się ją odnaleźć w szafce ze sztućcami. Nawet nie wiem jakim cudem się tam znalazła.
Odblokowuję telefon dobrze mi znanym kodem. 2908. Data jego urodzin. Na wyświetlaczu pojawia się powiadomienie nowej wiadomości. Otwieram ją i nagle wszystko wokół traci swoje barwy. Czuję jak serce przyśpiesza i podchodzi do gardła, dłonie drżą, oddech staje się nie równy, a ja tracę grunt pod nogami.

„Musimy porozmawiać... Będę u Ciebie za 15 minut.
Liam.”

Bez opamiętania cisnę telefonem o najbliższą ścianę. Zaczynam krzyczeć, próbując wyrzucić z siebie cały ból spowodowany jedną wiadomością, która przywołała te wszystkie uczucia, te wspomnienia.
W moje ręce wpadają kolejne talerze, rozbijam je o kuchenne kafelki tak samo jak poprzednie. Stąpam po szkle idąc w stronę kolejnego pomieszczenia. Zaczynam tłuc pięściami o ścianę. Po kolejnych uderzeniach widzę na niej coraz większe czerwone ślady. Jednak to również nie uspokaja mnie.
Padam na podłogę i zaczynam rozrywać po kolei szwy, rozdrapując przy tym rany. Dłonie wysmarowane są czerwoną mazią, twarz pokryta łzami, serce rozbite jak te roztrzaskane na drobny mak talerze. Zaczesuje włosy do tyłu ignorując zakrwawione dłonie i to, że rozmarzę krew na włosach. Widzę delikatnie powiększającą się plamę krwi wokół mojego ciała. Jestem senna, jak po wzięciu narkotyków. Odpływam w nieznany mi świat.
Czy wy także słyszycie ten krzyk z uczuciem rozpaczy? Czuję jak ktoś mnie podnosi, jestem zbyt słaba by sprawdzić kto to. Może to mój Anioł. Może w końcu zdecydował się zabrać mnie ze sobą na drugą stronę życia...

10 sierpnia

Obudziłam się po siedmiu dniach śpiączki. Od trzech dni jestem na oddziale psychiatrycznym. To tu się obudziłam. A niech Cie szlag mój Aniele... przecież miałeś mnie zabrać ze sobą. Myślałam, że w końcu zasłużyłam na coś lepszego niż to.
Pielęgniarki pakują we mnie non-stop jedzenie, zmieniają opatrunki, podają mi leki uspokajające, jednak to nie zaspokaja mnie. Potrzebuje bólu, potrzebuje zapomnienia.

14 sierpnia

Jedna z pielęgniarek, która ma na imię Margaret, pozwoliła mi wyjść na zewnątrz. Usiadłam wraz z nią na niewielkiej ławce, w cieniu.
-Co się z Tobą stało dziewczyno ?
Usłyszałam jej zapytanie. Obróciłam twarz w jej kierunku, po czym wróciłam do wpatrywania się na kwiat który trzymałam w dłoni.
- Wie Pani jak to jest umrzeć, a za razem być zamkniętym gdzieś głęboko w sobie? Jak to jest krzyczeć z bólu, jednak nikt tego nie zauważa? Jak coś zaczyna przejmować kontrolę nad własnym ciałem. Jest się wtedy świadomym wszystkiego, jednak nie można nic zrobić. To tak jakby jakaś inna siła przejęła panowanie nad wszystkim. Nad umysłem, nad czynnościami, które wykonuje się, nad psychiką, nad wszystkim. Czuję się jak ten kwiat. Oderwana od życiodajnego źródła, bez niego nie można już żyć. Pozostaje mu tylko powolna śmierć...
Kończę swoją wypowiedź. Wstaję i ruszam w stronę wejścia do budynku. Łzy cisną się do moich oczu, jednak już widzę jak inna pielęgniarka zmierza w moim kierunku ze strzykawką. Kolejna dawka leków uspokajających ?

26 sierpnia

Lekarze stwierdzili, że jestem już w porządku. Odzyskałam prawidłową wagę i uważają, że bardzo dobrze zaczęłam się zachowywać, przepisali mi jedynie leki, które mam brać codziennie.
Wracam do domu na piechotę, przecież to tylko 5 km. Muszę schudnąć...
Idę z wlepionym wzrokiem w ziemię, nie zważając większej uwagi na to, na kogo wpadam. Potykam się o co druga osobę, aż w końcu jedna z nich łapie mnie za ramiona. Do nozdrzy uderza znajomy zapach wody kolońskiej. Spoglądam w górę. Jego tęczówki ukryte są zza okularami. Nie mogę zobaczyć co czuje, nie widzę jego oczu.
-J..ja przepraszam.
Mówię z lekkim jąkaniem się i próbuję wyminąć chłopaka. Spotyka mnie rozczarowanie, ponownie zagradza mi drogę swoim umięśnionym torsem.
-Nie pozwolę Ci teraz odejść.
Szepcze, a ja wręcz tonę w jego jakże uwodzicielskim głosem.
-Przejdźmy się do kawiarni.
Zaproponował.
Poszłam z nim. Nie mogę zaprzeczyć. Wszystko wróciło. Czułam przygniatający ból w piersi, który blokował dostęp do powietrza.
-Wiem, że zawaliłem. Wiem, że mi nie wybaczysz ale chce.. chce żebyś tylko o czymś wiedziała.
Nigdy nie przestałem Cię kochać. Nigdy o tobie nie zapomniałem. Dzień w dzień budziłem się z myślą, „Jakby to było gdybyś tu znowu była” Wiem, że przeze mnie musiałaś przez to przejść. Nie nie chciałem Cię skrzywdzić. Codziennie pisałem listy do ciebie. To głupie, wiem. Nigdy ich nie wysłałem. Pewnie zapytasz się dlaczego to zrobiłem... dlaczego odszedłem.. Przestraszyłem się, gdy zaczęłaś mówić o wspólnej przyszłości. Nie chciałem dorastać, chciałem to odrzucić od siebie. Nie chciałem Cię pakować w moje życie. Bo wiem, że życie w świetle jupiterów by Cię wykończyło. Jednak teraz najbardziej boli mnie to, że to ja Cie prawie zabiłem. Przeze mnie się wpakowałaś w te wszystkie rzeczy. I gdybym przyszedł minutę później do twojego domu byłoby za późno na wszystko. Po prostu... przepraszam.

Jego usta spotkały się z moimi. Rozpalając na nowo przygaszony ogień naszych serc, naszej miłości. Mam ochotę kopnąć go w kostkę i wykrzyczeć te wszystkie przekleństwa na jego temat, jednak teraz silniejsze jest to co czułam i o czym nigdy nie zapomniałam. Pomimo wszystkiego.

Czy miłość musi zawsze wygrać?
Czy ona naprawdę istnieję pomimo wszystkiego?
Na dobre i na złe?  

_______________________________________________________
Naprawdę was przepraszam. Zawaliłam tym, że opowiadanie pojawia się teraz, a nie prędzej. Mam nadzieję, że mi wybaczycie ;)
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Końcówka trochę dziwna, ale niech będzie ;)  Kocham Was !

by @LetsMakeMyWish

wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 19 "Promise ?"

Kafelki są bardzo zimne i niewygodne. Miejsca łączenia płytek, wypełnione fugą odbiły się na moim policzku, tworząc nieprzyjemny widok. Włosy przetłuściły się, a oczy podkreślone są ciemnym kolorem, spowodowanym zmęczeniem. Nie umiem powiedzieć, która godzina i ile spałam. Jestem zamknięta w pomieszczeniu bez okna, jedynie żarówka jarząca się przy lustrze daje światło. Odgarniam niemal mokre kosmyki włosów do tyłu, a przed oczami staje mi obraz ojca. Jego włosy były do ramion i tak jak moje teraz, mocno przetłuszczone. Tamtego dnia ściskał moją rączkę w swojej dużej i spoconej. Robił to mocno, tak jakby bał się, że mu ucieknę. Nie miałam przecież dokąd. Rękawy jego marynarki były przykrótkie, a spodnie zbyt długie. Pamiętam jak długo się wtedy szykował, cała buteleczka taniej wody toaletowej została wylana na jego koszulę i cuchnęło nią wszędzie. Trzymał mnie mocno i stał dumnie jak paw, głowę wysoko unosił i właściwie nie wiem na co patrzył. Tamtego dnia nikt nie przyszedł, nie przyszła żadna osoba poza księdzem. Nikt nie pożegnał mojej mamusi. Teraz wiem dlaczego, wiem dlaczego nikt nigdy nie przychodził. Rozumiem jak złym człowiekiem był mój ojciec, jak bardzo wpływał na moją matkę, jak bardzo ją zepsuł. Rozumiem ich czynny i widzę jak wielką skazą się pokrywają. Pamiętam jak bardzo wtedy płakałam, żałuję łez. Żałuję, że jej żałowałam. Cofnęłabym wszystko o czym myślałam i mówiłam, po za jednym słowem kocham. Nienawidzę jej, ale to nie znaczy, że nie kocham. Kocham tak jak każdy, ale nienawidzę. Pamiętam i słyszę odgłosy odbijającego się piasku od drewnianej trumny, pamiętam ten dźwięk jak melodie słyszaną na żywo. Pamiętam co było po wszystkim. Pamiętam ból jaki mi zadał, pamiętam każdy cios wymierzony w mój brzuch. Pamiętam wszystko i jest to coś czego nie mogę wymazać z pamięci. To wszystko może jeszcze wrócić, przecież on żyje. Łza spływa po moim policzku, więc ścieram ją i gwałtownie zaczynam mrugać, by zatrzymać kolejne. Drżącą ręką odkręcam kurek z wodą w kabinie prysznicowej i szybko zaczynam pozbywać się ciuchów. Letnie kropelki odbijają się od skóry, a mokre włosy powoli zaczynają stanowić lekkie obciążenie. Widzę jak bardzo brudne są kiedy zmywam szampon, a moje usta opuszcza dobrze znany szloch. Nigdy tego nie chciałam, nie chciałam stawać się ulicznym łazarzem, nie chciałam się siebie wstydzić. Teraz tego dobijam.
Życie mną poniewiera...

***
Osuszam ręcznikiem włosy, stojąc boso w mojej sypialni. Naścienny zegarek pokazuje 5 minut przed czwartą w nocy. Wszędzie nadal jest ciemno i wszystko wypełnia się ciszą. Mimo niskiej temperatury kładę się owinięta jedynie ręcznikiem na łóżku i przykrywam kołdrą. Sen szybko mnie zabiera, nie dręcząc możliwością przyjścia Marcela czy też faktem, że rano może być ze mnie tylko bryła lodu.

***
Skacząc na jednej nodze wsuwam na stopy lekko zdarte czółenka, pierwsze i jedyne buty jakie mam na obcasie, są moje, ciężko na nie pracowałam i są przeznaczone tylko na specjalne okazje.  Poprawiam białą koszulkę wpuszczoną w spódnicę i przeczesuję nerwowo włosy. "Nie martw się, nie domyślą się, że masz na sobie te same buty i dolną część garderoby, co wczoraj". Nie pomagasz. Sięgam po tusz do rzęs i dziękuję, że jeszcze nie wysechł czy też skamieniał. Nakładam go szybko, co moment zerkając na zegarek. Kiedy wybija trzecia, opuszczam mieszkanie. Pan Malik czeka na mnie tak, jak powiedział. Wychodzi z pojazdu, kiedy pojawiam się w zasięgu jego wzroku, czym zbija mnie trochę z pantałyku. Nie potrzebuję odźwiernego.
- Dzień Dobry Mayer.
Kiwam mu na powitanie, zatrzymując się w bezpiecznej odległości. Czuję jego przewiercający wzrok na sobie.
- Widzę, że polubiłaś tą spódniczkę.
Rumienię się na jego słowa i jest to czysty wstyd. Nie polubiłam jej, po prostu to jedyna elegancka rzecz z dolnej części garderoby, jaką mam. Nie powiem mu tego jednak.
- Możemy jechać ?
Kiwam mu w odpowiedzi i zmierzam w kierunku otwieranych drzwi. W momencie, w którym wygodnie siedzę, jego palce zahaczają moją dłoń.
-Musisz mówić May, ściany też nic nie mówią.
Marszczę na niego czoło i próbuję zrozumieć co ma na myśli.
Wsiada za kierownicę i przekręca kluczyk, gwałtownie ruszając. Nie odzywa się do mnie słowem przez większą część drogi. Wzrok skupia gdzieś przed sobą, a jego kości policzkowe są bardziej wyraźne, niż zazwyczaj. Cisza wypełnia całą przestrzeń i słychać jak koła samochodu wytwarzające podmuch rozrzucają żwirek.
- P.proszę pana ?
Zwraca na mnie uwagę, ale zaraz potem wraca wzrokiem na drogę.
- Co ja tam mam m.mówić ?
Z całych sił próbuję zatrzymać drżenie głosu, naprawdę jest to denerwujące.
- Jeżeli zadadzą ci pytanie odpowiesz na nie. Nic więcej.
Kieruję spojrzenie na boczną szybę, zalewając się nerwami. Co jeżeli nie będę umiała udzielić odpowiedzi ? Skręca mi kiszki ze stresu, a brzuch zaczyna boleć. Wzdycham ciężko i zamykam oczy. To nie ma prawa pójść dobrze.
- May uspokój się, trzęsiesz się.
Zayn łapie mnie za nadgarstek i orientuję się, że stoimy na jakimś parkingu.
- Będę cały czas obok, jeżeli będzie potrzeba, podpowiem ci.
Kciukiem kreśli kółka na mojej dłoni i coś w tym ruchu jest co mnie uspokaja.
- Oczy cię zdradzają, widzę, że się boisz, ale musisz mi ufać. W porządku ?
- W porządku.
Kąciki jego ust podnoszą się.
- Jakiś postęp May, słowo, zamiast kiwnięcia.
Puszcza mi oczko, co jest naprawdę dziwne i wysiada. Czyli jesteśmy na miejscu? Nogi nie chcą ze mną współpracować, kiedy i ja wysiadam, podążając za Malikiem. Jak żałosna jestem, że nigdy nie umiem postawić na swoim...
Obrotowe drzwi zatrzymują się, kiedy mężczyzna przed nami dotyka ich przeszklonej ściany. Tkwimy w nich w ciszy, aż na nowo ruszają. Lobby budynku w całości pokrywa się marmurem i kurwa nigdy nie byłam w taki miejscu.
- Do wind.
Dłoń Zayn opada na miejsce w dole mojego kręgosłupa, wysyłając dreszcze. Naciskiem kieruje mnie w właściwym kierunku. Urządzenie otwiera się przed nami i wychodzi z nich dwóch biznesmenów w garniturach, witając się z moim... moim szefem. Panel po kolei wyświetla piętra, aż wjeżdżamy na jaki mi się wydaje ostatnie.
- Ufaj mi May.
Pociera moje miejsce między łopatkami i drzwi się rozsuwają. Ściągam brwi w konsternacji i chcę zapytać co ma dokładnie na myśli.
- Witaj Zayn, panią też miło widzieć.
Ten sam mężczyzna co wczoraj sięga po moja dłoń i całuje jej wierzch. Nie reaguję już tak gwałtownie na jego prosty gest, może dlatego, że jestem zbyt zaaferowana następstwami.
- Wszyscy już są w sali konferencji, dołączę do was za 5 minut.
Wymija nas i znika za rogiem długiego korytarza.
- Sala jest na przeciw.
Informuje mnie Zayn i idzie pierwszy.

***
- Panno Mayer, jak rozwijają się wasze udziały w PortMont ?
W czym ? Co ?
- Dobrze..
Ignoruję fakt, że moja odpowiedź zabrzmiała jak pytanie i kulę się na swoją drogą bardzo wygodnym krześle. Spinam się jeszcze bardziej, pod uważnym wzrokiem 3 kontrahentów, czy on nie miał być jeden? Widzę jak Zayn siedzący obok podśmiewa się ze mnie i czuję wpływające ciepło na moje policzki.
- Do rzeczy panowie, wiem, że wasz stan finansowy jest ciężki, dlatego mam propozycję. Chciałbym wykupić na własność część waszych budynków w Ameryce.
Mężczyźni na przeciw prostują się wyraźnie spięci, a po ich minach nie widać nic dobrego.
- Jakich dokładni budynków ?
- Należących do sieci hoteli "Vegas". Brukowce nieustannie piszą o skandalicznych warunkach, jakie tam panuję. Ze swoich źródeł dowidziałem się, że dostaliście z sanepidu nakaz zamknięcia hotelu w stanie Gorgia.
- To prawda, ale z czasem te hotele mogą się jeszcze podnieść i stanąć na szczycie.
- Nie z pustym kontem. Tu nie chodzi o podniesienie statutu jednego budynku, ich jest 30. Jestem wstanie nadać nowe życie kilku z nich.
- Przykro mi, ale..
- Pan Malik ma rację.
Wcinam się w rozmowę zaskakując nie tylko ich, ale też siebie.
- Nie można złapać równowagi bez oparcia. Ludzi uciekają od nędzy, prasa odstrasza wam klientów, tracicie ich każdego dnia i będziecie tracić dalej. Potrzebujecie nowego startu, jeszcze za nim całkowicie upadniecie na samo dno.
Tak jak ja upadłam.
- Mój szef nie chce wykupić wszystkich budynków tylko ich część, będziecie z tego mieli pieniądze na sfinansowanie pozostałych, a nowo zakupione obiekty zostaną odnowione do użytku.
Mimo iż mój głos jest spokojny, cała się trzęsę.
- Gdzie dokładnie chciałby pan te budynki wykupić ?
- W stanie Gorgia, w Saint Paul stanie Minnesota, w Miami i w Nowym Jorku.
Mężczyźni wymieniają między sobą ukradkowe spojrzenia, kiwając do siebie głowami.
- Potrzebny jest czas. Musimy to wszystko przemyśleć, nic od razu. Proponuję byśmy spotkali się w przyszłym tygodniu. Prosiłbym, aby wysłał pan do mojego biura maila z proponowanymi kosztami, rozważymy ofertę.
Zayn zgadza się z nimi i wyciąga w ich kierunku dłoń, wstając z miejsca.

***
- Chodź za mną, proszę.
Pan Malik zmienia kierunek, mijając windy, a otwierając drzwi zaraz obok.
- Schody są dosyć strome, uważaj.
Przyjmuję jego ostrzeżenie i zaczynam pokonywać stopnie. U szczytu otwiera kolejne drzwi i pozwala iść pierwszej. Chłodne powietrze od razu obejmuje mnie w swoje ramiona, a wiatr rozrzuca włosy.
- Potrzebuję chwili spokoju.
Informuje mnie i odchodzi w głąb dachu. Nie wiem co mam robić, chyba nie powinnam za nim iść... Dłońmi przeczesuję poburzone włosy i odgarniam pojedyncze kosmyki z oczu. Stawiam niepewne kroki, zmierzając na krawędź dachu. Chcę tylko zobaczyć jak wygląda wszystko z góry. Zatrzymuję się na skraju budynku i wychylam do przodu. Zachwyt zabiera na chwilę mój cenny oddech i zaprzestaję wykonywać ruchy.
- Ostrożnie May.
Szybko zostaję odciągnięta na środek dachu i czuję się jak dziecko, które zrobiło coś złego.
- Przepraszam.
Mówię cicho i odwracam się, bo jego spojrzenie jest zbyt intensywne.
- Nie odwracaj ode mnie oczu.
Mówi łagodnie, jego dłonie łapią moje nadgarstki i delikatnie mnie obraca. Zaciskam oczy odruchowo, jakby zaraz miał sprawić mi największy ból.
- Nie bój się May.
Czuję jak opuszki jego palców przesuwają się po moim policzku.
- Zaufaj mi.
Ciepło rozpływa się po moich ustach, ale tym razem nie jest tak samo, jak wcześniej. Nie czuję niczego miłego i naprawdę chcę przestać czuć jego dotyk.
- Pozwól mi zobaczyć te piękne oczy.
Moje serce pęka na jego słowa i zaczynam szlochać w jego usta. Komplementy mają zbyt silne znaczenie, które nigdy nie będzie mogło odnieść się do mnie. Jak dziwka i biedaczka może mieć w sobie coś pięknego ?
- Proszę mnie puścić.
Zanoszę się jeszcze większym płaczem, kiedy mnie przytula. Nie wiem czy płaczę z powodu psychicznego bólu, czy może ze świadomości, że nigdy nie będę wstanie zaznać dobrego życia, ze świadomości, że nie zasługuję na być dobrze traktowaną.
- Nie skrzywdzę cię, wiem, że o tym wiesz, musisz tylko chcieć w to uwierzyć.
Płynnie przeczesuje moje włosy i sprawia tym, że mój płacz odchodzi. Wycieram ze swoich policzków łzy i napotykam jego oczy. Zarost oprusza delikatnie jego policzki i brodę, musiał się golić. Czuję wpływającą czerwień na moje policzki, spowodowaną nie odpowiednimi myślami.
- Powinienem ci podziękować. Uratowałeś sytuację Mayer, przekonałaś ich i musze się przyznać, że byłem zaskoczony.
Ja też.
- Nie tym, że ich przekonałaś, raczej faktem, że zaczęłaś składać zdania. Nie mówisz za wiele.
Nie wiem co powiedzieć, więc decyduję się na kiwnięcie.
- Jesteś głodna ?
- Nie.
Jak cholera !
- Nie lubię, kiedy ludzie kłamią. Pójdziemy na obiad.
Jego telefon zaczyna dzwonić i przeklina cicho pod nosem. Przeprasza i odchodzi kilka kroków, ale i tak słyszę jednostronną rozmowę.
- Wezmę w tym udział... Scoot siedzisz w tym kupę czasu, wiem, że mnie nie zawiedziesz... śmierć albo życie...
Zalewają mnie zimne poty kiedy mówi ostatnie słowa, więc odchodzę jak najdalej, nie chcąc zagłębiać się w jego sprawy...

_____________________________________________________________________________________________________________________________
 
Cholernie dziękuję za wasze komentarze i jeszcze raz przepraszam za opóźnienie, po prostu w tygodniu miałam naprawdę dużo, zaczynając od chrzcin kończąc na weselu i urodzinach młodszej siostry i chyba złapała mnie choroba.
Nadrobię to w tym tygodniu.
Bardzo was przepraszam.
 
/Loveyoursmile
 

poniedziałek, 14 lipca 2014

info.

1. Jeżeli skopiowałam imagin o Zayn'ie to było to nieświadome. Znalazłam go na laptopie. Nawet sama nie wiem, jak on się znalazł. A po za tą stronką z imaginami o 1D NIE CZYTAM.
2. Dziękuję za inne komentarze, które nie dotyczą plagiatu. 
3. Jak komuś się nie podobają MOJE imaginy, albo te które umieszczam, NIE MUSICIE CZYTAĆ. Możecie przelecieć i zobaczyć kto jest autorem i ewentualnie pominąć.


I tyle z mojej strony.
May xx

niedziela, 13 lipca 2014

Zayn

- Między nami koniec. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwy z nową dziewczyną i, że będziesz jej wierny. Idę się spakować. Jutro wrócę po resztę swoich rzeczy. - mimo, że mój ukochany właśnie przyznał się do zdrady, byłam spokojniejsza niż zwykle. Mój były już chłopak siedział załamany w salonie, a ja poszłam do sypialni. Spod łóżka wyciągnęłam walizkę i położyłam ją na wcześniej wspomnianym meblu. Otworzyłam walizkę i szafę, z której zaczęłam po kolei wyciągać ubrania i chowałam je. Gdy już to zrobiłam zamknęłam walizkę i zeszłam z nią na dół. Chłopak siedział wciąż w tym samym miejscu i przyglądał się każdemu kolejnemu ruchowi. W jego oczach można było zobaczyć kilka uczyć. Smutek. Złość. Przeprosiny. Nienawiść. Oprócz tego, z jego brązowych tęczówek wylewały się pojedyncze łzy. Było mi go szkoda, ale nie mogłam mu teraz wybaczyć. Potrzebuję czasu. Ostatni raz spojrzałam na bruneta, ubrałam płaszcz i buty i wyszłam z domu. Wyciągnęłam z kieszeni spodni komórkę i zadzwoniłam po taksówkę, która po chwili stała obok mnie. Do bagażnika schowałam walizkę i wsiadłam do samochodu. Gdy ostatni raz spoglądałam na dom w oknie zauważyłam postać chłopaka. Płakał. Kiedy ujrzałam ten widok mi również zachciało się płakać. Z oczu spłynęło kilka łez. Mimo to, nie chciałam mieć z nim już nic wspólnego. Schrzanił sprawę, choć mówił, że mnie kocha. A ja głupia mu wierzyłam.

* 2 lata później *

- Katy! Chodź do mamy! Wujek Liam i ciocia Danielle przyszli do Ciebie! - krzyknęłam, a zza rogu wybiegła mała dziewczynka. Katy urodziła się osiem miesięcy po moim zerwaniu z Zayn'em. Przypominała go całą osobą. Mała mulatka o brązowych oczach i ciemnych włosach lubiąca przeglądać się w lustrach. Mała gdy zobaczyła gości, od razu pobiegła w ich stronę i pierwsze co zrobiła to przytuliła się do Dan. Katy ją uwielbiała. Danielle tańczyła razem z małą, ona zawsze powtarza, że będzie jak ciocia. Dan wzięła małą na ręce, a ta ją wyściskała. Uśmiechnęłam się widząc ten widok.
- Dobra, teraz kolej na zazdrosnego wujka - Liam spojrzał na Katy. Mała pokiwała tylko przecząco główką, a Payne zaczął udawać, że płacze. Katy gdy go zobaczyła wyciągnęła do niego rączki, a on zadowolony wziął ją na ręce i pobiegł do salonu. Razem z Danielle poszłyśmy tam, a widząc to co się tam działo zaczęłyśmy się śmiać. Katy trzymała w rączkach łyżki i biegała za Liam'em, który przed nią uciekał. Widząc przerażoną minę Liam'a nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Zaczęłam gonić córeczkę po pokoju. Gdy ją złapałam i zabrałam jej łyżki Liam mnie przytulił i zaczął dziękować. Dan gdy to zobaczyła " kaszlnęła " . Liam odsunął się ode mnie i wyszedł do przedpokoju.
- Dobra, przejdźmy do setna sprawy. Przyszliśmy tu z dwoma sprawami. Pierwsza to... - Payne wszedł z powrotem do salonu, a zza pleców wyciągnął lalkę i podał ją małej, która zaczęła klaskać w dłonie. - Druga to zaproszenie Was na nasz ślub. - Dan i Li zrobili poważne miny.
- Ale przecież tam będzie Zayn. - prawie krzyknęłam.
- Wiemy, ale bardzo chcemy, żebyście się tam pojawiły.- mówiąc to spojrzała na bawiącą się nową zabawką Katy.
- No dobrze, ale zrobię to tylko i wyłącznie dla Was. - uśmiechnęłam się, a para zrobiła to samo i mnie przytuliła.
- Dobra, koniec tych czułości. My musimy lecieć rozdać resztę zaproszeń. - Dan wstała i pociągnęła za sobą Liam'a. Ja odprowadziłam ich do drzwi i razem z córką pożegnałyśmy gości.

* dzień ślubu *

- Mamo! Sybko. Auto jus psyjechało! - mała wbiegła do łazienki jak poparzona. Ja skończyłam się malować i wzięłam ją na ręce.
- Już idziemy. Mama ubierze buciki i idziemy. - postawiłam Katy na ziemię i włożyłam buty i płaszcz. Z powrotem wzięłam ją na ręce i wyszłam z domu. Zamknęłam go na klucz i wsiadłam do czekającej już taksówki. Podałam młodemu chłopakowi adres kościoła i ruszyliśmy. Droga przebiegła szybko. Mała była strasznie podekscytowana, a ja bałam się zobaczyć Zayn'a. Myślałam jak to będzie. Czy się zorientuje? Z zamyślenia ocknęła mnie córka, która szturchała mnie wołając, że jesteśmy na miejscu. Zapłaciłam taksówkarzowi i wyszłam z samochodu. Weszłam do kościoła i zajęłam miejsce z samego tyłu. Katy była trochę niezadowolona, ale po chwili się uspokoiła. Przez jakąś część mszy wypatrywałam wzrokiem Malika. Gdy już go znalazłam ciągle na niego patrzałam. W ciągu tych dwóch lat trochę się zmienił. Mała była spokojna przez mszę. Wgapiła się w Danielle jak ja w Zayn'a. Na koniec mszy zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i pojechaliśmy na wesele. Na sali wypiliśmy szampana, młoda para zatańczyła swój pierwszy taniec, a potem Danielle porwała mi córkę, a a jej męża. Tańcząc miałam nadzieję, że Zayn mnie nie zobaczy, ponieważ na parkiecie było jeszcze kilka par, a jeżeli już to mnie nie pozna. Po skończonym tańcu z Liam'em przyszła pora na Katy. Wzięłam ją na ręce i szalałyśmy na parkiecie. Po chwili dołączyła do nas El i Dan i tańczyłyśmy w kółeczku. Potem doszedł do nas Liam, ale zamiast tańczyć z nami wziął Katy i poszedł tańczyć z nią sam. Ja przeprosiłam dziewczyny i poszłam usiąść na swoje miejsce i się czegoś napić. Po kilkunastu minutach kapela zrobiła sobie przerwę więc Katy pobiegła do mnie, by się czegoś napić. Porozmawiałyśmy chwilę i w pewnym momencie poczułam jak ktoś za mną siada.Odwróciłam się i niemal spadłam z krzesła. Przede mną siedział nie kto inny jak sam Zayn Malik. On widząc moją reakcję trochę się speszył, ale próbował to ukryć pod uśmiechem. Ja odwróciłam się z powrotem i wzięłam córeczkę na kolana. Ona usiadła na nich i wyciągnęła rączki po leżącego na stole banana. Chciałam jej go podać, ale Mulat mnie wyręczył. Mała spojrzała na niego wyszeptała ciche " Dziękuję ", a on uśmiechnął się.
- [T.I]. Proszę, porozmawiaj ze mną. - Obróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu w oczy. Można było w nich dostrzec smutek.
- Nie mamy o czym rozmawiać. - Starałam się mówić obojętnie i nie okazywać skruchy, ale przy nim nie umiałam udawać. Z trudnością mi się to udało.
- Właśnie, że mamy. Dobrze wiesz, że nie zrobiłem tego świadomie. Kocham Cię.
- Zayn, zdradziłeś mnie. I jeszcze się do tego przyznałeś. Wiesz jak ja się poczułam? - W moich oczach było już pełno łez, a jedna z nich spłynęła mi po policzku
- Wiem, że źle zrobiłem. Żałuję tego. Gdybym mógł cofnąć czas zrobiłbym to. Uwierz mi. Kocham Ciebie i tylko Ciebie. - Chłopak chwycił mnie za rękę i złożył na moich ustach nieśmiały pocałunek. Katy gdy to zobaczyła uderzyła Malika. Uśmiechnęłam się, a on zrobił to samo. Po chwili zorientował się, że coś jest nie tak i poczułam na sobie jego pytający wzrok.
- Czy to... - chłopak nie wiedział jak to powiedzieć, a ja pokiwałam potwierdzającą głową.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś ?
- Bo nie chciałam tego mówić. Nie chciałam zawracać Ci głowy.
- Ale czym? Przecież wiedziałaś, że chcę mieć dziecko. Wiedziałaś, że chcę mieć je z Tobą.
Na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
- Mamo kim jest ten pan ? - Córeczka szepnęła mi na ucho, ale wystarczająco głośno by jej ojciec to usłyszał.
- Cześć. Jestem Zayn i jestem Twoim tatą. - Mulat uśmiechnął się, a mała zrobiła to samo i przytuliła się do chłopaka.

______________________________________________
I jak wam się podoba? 
May xx

niedziela, 6 lipca 2014

Niall- "The Secret" cz.2 [ostatnia]

- Czy aby na pewno? - Spytał patrząc mi głęboko w oczy.
- Jesteśmy na miejscu. - Powiedziałam zmieniając temat i odwracając wzrok od niego. - Chcesz wejść?
- Skąd wiedziałaś?
- Dopytywałeś się wciąż o twoje zamówienia.
- Oh...
- Yep...
Weszliśmy do środka. Kazałam mu iść do salonu, a ja poszłam zrobić coś do picia.
- Przepraszam, ale nie mam nic do jedzenia.
- Głodujesz?!
- Nie. Po prostu nie lubię jeść.
- Nie jesteśmy podobni do siebie.
- Niestety...
- Czemu?
- Czemu co?
- Czemu tak się zmieniłaś?
- Że co proszę? Nie znasz mnie.
- Ależ znam. Stephanie Waters. Nie jesteś taka sprytna jak ci się wydawało. Miałaś młodszą siostrę Mię. Zginęła w wypadku. Miała 16 lat, zbuntowała się przeciwko rodzicom i pojechała ze znajomymi na imprezę. Natomiast ty, jeszcze w tym samym roku co ona zginęła pod pretekstem marzeń w wieku 18 lat przeprowadziłaś się tu, do Londynu, żeby zapomnieć o tym co się wydarzyło. Kochasz Mullingar, ale chcesz pamiętać tylko te dobre chwile. To ty mnie zachęcałaś do udziału w X-Factor. Byłaś moją pierwszą miłością... - Zabolało.Cholerna prawda. Zabolała.
- Czemu teraz Niall?
- Nie sądzę, by był to przypadek. Wierzę, że mieliśmy się spotkać. Strasznie się zmieniłaś. Zawsze byłaś przeciwna takiemu wyglądowi. I te kolczyki...
- Śmierć zmienia Horanku...
- Chodź tu do mnie. - Wstał i mocno mnie przytulił. Zaczęłam płakać w jego ramię.
- Ja nie chciałam Niall... Nie powinnam jej pozwalać iść na tę imprezę... To moja wina...
- Shh... To nie twoja wina. To nie ty spowodowałaś wypadek.
Ujął moją twarz w dłonie i delikatnie mnie pocałował. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam JEGO miłości.
- Niall?
- Tak?
- Proszę, nie zostawiaj mnie samej...
- Jeżeli chcesz, mogę zostać na noc.
- Nie Niall. Nie zostawiaj mnie już nigdy.
- Oczywiście. Tylko wyjmij te cholerstwa z twarzy.
- To atrapy.
- Nie wyglądają.
- A jednak.
- Świat mody mnie zadziwia. Ale i tak je wyjmij.
- Okay.
- Okay.
Nie wypuszczał mnie ze swoich ramion przez dłuższą chwilę. Później zaczęliśmy rozmawiać jak żyliśmy przez te 2 lata bez siebie.
- W końcu moja Steph wróciła.
- Twoja na zawsze.
- Tylko moja.
- A ty jesteś mój.
- Mam metkę z napisem "Należę do Steph W. Jak się zgubię oddajcie mnie jej."
- Urocza ta metka. Dziwne, ja mam na swojej metce napisane "Należę do Niall'a H. Jak się zgubię oddajcie mnie jemu."
- Przypadek?
- Nie sądzę.
Cieszę się, że odzyskałam mojego Niall'a. Cieszę się, że znalazł mnie. Powiedział mi to. Wierzę mu. Kocham go. Zapełnił moją pustkę w sercu.
***38 lat później***
Tak też z antypatycznej Mii Waters, powróciłam do uroczej Stephanie Waters. Moja siostra chciałaby żebym się nie zmieniała. Była dobra i miła. Tylko ja stworzyłam jej nową postać, którą sama żyłam. Żałuję tego. Żałuję, bo to była moja wina, że straciłam Nialla. To moja wina, że stałam się taka jaka się stałam.
- Babciu, gdzie teraz jest ta twoja pierwsza miłość? - Spytała wnuczka Kathie. No tak. W mojej opowieści nie ujawniłam imienia.
- Nie uwierzyłabyś... Ja też nie wierzyłam. - Powiedziała moja córka Mia i spojrzała na jej starszego brata Aarona.
- Naprawdę. To był szok. - Odezwał się mój syn.
- Siedzi tam. - Wskazałam na fotel na przeciwko mnie.
- To dziadek nim jest? - Zdziwił się syn mojej córki, Calum.
- Tak. Mój książę z bajki. - uśmiechnęłam się.
- Nie może być. To on jest tym uroczym irlandzkim blondynem? - spytała syn mojego syna Ashton.
- Też kiedyś miałem włosy! - Odezwał się Niall.
- Ale twoje oczy głębokie i błękitne jak ocean nie straciły blasku. - dodałam.
- Twoje kocie oczy też... A metki nadal są. - Zaśmiał się mój ukochany.
- Babciu, a to są blizny? - Kathie.
- To głupota, moja droga. Głupota. - odparłam.
- No nic. Czas do spania szkraby. - Powiedział Niall.

THE END.

Taki krótki imagin. Nawet nie planowałam się rozpisywać na wiele części... A po za tym... Zdążyłam jeszcze dzisiaj napisać drugą i ostatnią część. Mam nadzieję, że wam się podoba.
May xx