środa, 31 lipca 2013

Zayn cz.11 ''Miłość jest nieunikniona"

Dziś jak zwykle było pełno ludzi, nieustannie biegałam od stolika do stolika roznosząc posiłki i przyjmując zamówienia.
- Megi idź obsłuż tamtych chłopaków, to stali klienci i mają zniżkę- rozkazał szef.
Spojrzałam w kierunku stolika widząc piątkę chłopców ze szpitala w tym Zayna. Gula narosła mi w gardle, a ciało i oczy szukały ratunku. Nie widząc wyjścia chwyciłam karty i wolnym, sparaliżowanym krokiem ruszyłam w ich kierunku...
Przełknęłam głośno ślinę i stanęłam obok nich.
- Mogę przyjąć zamówienie? - słowa wydostały się z moich ust, a wzrok chłopaków utkwił na mnie.
- Megi? - mulat zadał pytanie z nie dowierzaniem.
Tak bo to takie dziwne, jestem kelnerką.
- Zamawiasz coś?
- Możemy porozmawiać?
- A wy chłopaki? - ignorowałam jego pytania.
- Ja poproszę potrójną porcje pieczonego kurczaka w delikatnym sosie, potrójną porcję frytek, dwie surówki i dwie cole.- zamówił blondynek z szerokim uśmiechem. Wow...
- My poprosimy to samo tylko normalną porcję..- dodał lokowaty.
- To wszystko?
- Nie porozmawiajmy..- Zayn nadal próbował.
- Ok zaraz przyniosę wasze zamówienia.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę kuchni. Jednak podjęłam dobrą decyzję wchodząc w układ z Ryanem i Nickiem. Podając kucharzowi zamówienie, już po 6 minutach wychodziłam obładowana dwiema tacami. Ostrożnie przemierzałam lokal, uważając by się nie potknąć.
- Proszę to dla ciebie- podałam blondynowi jego zamówienie- już niosę pozostałe...
Szybko uwinąwszy się z dostarczeniem pozostałych zamówień, przyglądałam się za lady klientom, kiedy do Nando's wszedł Ryan. Z uśmiechem spojrzałam kątem oka na Zayna, siedzącego nieopodal. Mała zemsta...
- Hej mała- podszedł do mnie przytulając. - patrzy?
- Tak- odpowiedziałam widząc Zayna przyglądającego się nam.
- Mogę cię pocałować?
- Tak- wiedziałam, że chciał tym dołożyć żaru do pieca.
Nasze usta połączyły się w krótkim pocałunku, a twarz mulata poczerwieniała. Teraz wie, jak ja się czułam, a może to nie z mojego powodu tak się zachowuje?
- Chodź jedziemy, Nick już czeka z filmem na nas.
Zdjęłam fartuch i chwytając chłopaka za rękę wyszłam zadowolona i uśmiechnięta z Nando's. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pod dom mój i Nicka.

Dobrze spędzony wieczór w towarzystwie dwóch chłopaków, gwarantował mi dobry humor. Ciągłe śmiechy i wygłupy nadawały temu wszystkiemu dobrą aurę. Ciało wprowadzone w stan "relaksu", zapominało o bólu i ciężkim dniu w pracy. Częste komentarze na temat jakiejś scenki, zamieniały dramat w komedię. Filmy, na którym wszyscy powinni płakać, nas śmieszył. Późna godzina, nie przeszkadzała nam, a walka prowadzona ze sennością, nie wchodziła w grę....

Odgłos przychodzącego smsa obudził zmęczony organizm, zmuszając mnie tym samym do otworzenia oczu. Kto mądry wysyła wiadomości o 3:00 w nocy. Odblokowałam ekran i otworzyłam sms. Składając literki przez zamazany obraz, przeczytałam jego treść "Przepraszam, że cię budzę, ale jest zmiana i jutro do pracy masz na drugą zmianę czyli na 15:00. Przepraszam Amelia xx''. No tak, moja mądra koleżanka z pracy, tylko ona potrafi obudzić człowieka o każdej porze dnia i nocy. Chowając telefon pod poduszkę ponownie udałam się do krainy spokoju.

Wyspana i wypoczęta przekręciłam się na drugi bok, otwierając oczy. Zegarek wskazywał godzinę 12:30, dawno już tak nie spałam. Wylazłam z łóżka i pozostając w piżamie, zrobiłam sobie śniadanie. Zjadłam i pozmywałam naczynia. Ogarnęłam cały dom i kiedy wybiła godzina 13:30, poszłam się ubrać i wyszykować do pracy. Starannie wyprostowałam włosy i wytuszowałam rzęsy, ubrałam czarne z wysokim stanem spodenki i białą lekko prześwitującą, przewiewną koszulę,
po czym wyszłam z łazienki. Zakładając buty opuściłam dom i wolnym krokiem zmierzałam do pracy.

Tłumy ludzi, nie dawały mi chwili wytchnienia. Przerwa na napojenie organizmu czy cokolwiek była marzeniem, nierealnym marzeniem....
- Megi ja muszę wyjść, zostaniecie z Amelią same, zamkniecie lokal później, dacie sobie radę?
- Tak.

Zostałyśmy same, klientów już prawie nie było, dwie czy trzy osoby, a po za tym pustki. Na ulicach robiło się ciemno, a ja marzyłam by wrócić już do domku.
- Zaniesiesz to na zaplecze? - zapytała koleżanka, podając mi fartuchy.
- Tak daj...
Weszłam do ciemnego pomieszczenia i zapalając światło ułożyłam je na jednej z półek. Odgłos zamykanych drzwi, sprawił iż natychmiast odwróciłam się.
- Zayn co ty robisz?
- Nie wypuszczę cię stąd dopóki mnie nie wysłuchasz....

I jak ? Chcecie bym coś zmieniła ? / Natalia

poniedziałek, 29 lipca 2013

Zayn cz.10 "Miłość jest nieunikniona"

Jedząc posiłek, chłopak trzymał moją dłoń i cały czas rozśmieszał. Nie wstydził się mojego towarzystwa... Chyba nawet zaprzyjaźniłam się z nim. Wspólna wymiana zdań na swój temat, sprawiała iż zapominałam o obecności Zayna, ale nie o miłości do niego.
- Wracamy ?
- Tak- odpowiedziałam szybko.
Wstając chłopak nie puszczał mojej ręki, cały czas ją trzymał. Połączeni w uścisku dłoni wyszliśmy z lokalu i tak podążaliśmy drogą do domu.
- Myślisz, że to wyjdzie? - zapytałam, przerywając ciszę.
- Na pewno, widziałem jego minę- uśmiechnęłam się na jego słowa- Jutro już idziesz do pracy prawda?
- Tak, a co?
- Przyjdę po ciebie dobrze?
- ok
- Dobra ja lecę, na razie mała i głowa do góry.
Będąc pod drzwiami chłopak uciekł, a ja weszłam do domu. Rozglądałam się po pomieszczeniach, chcąc jak najszybciej znaleźć Nicka i zabić za jego czyn. Nie widząc go nigdzie, zrezygnowana usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Wpatrzona w prostokąt, rozmyślałam o wszystkim, aż zmorzył mnie sen.

~~
Słońce wpadając przez otwarte okno, ogrzewało swoimi promieniami ciało. Cichy śpiew ptaków, ocierał się o uszy. Dobry humor i wspaniała pogoda, cieszyła mnie mimo iż jeszcze nie wstałam. Podnosząc powieki, przekręciłam się na plecy, kładąc na kogoś. Szybko podniosłam się zerkając na osobnika.
- Zayn?
- Hej kochanie, już wstałaś?
- Kochanie? - zdziwienie, a zarazem przerażenie, pojawiło się w oczach.- Co ty tu robisz?
- Śpię ze swoją dziewczyną, to dziwne?
- Nieee- odpowiedziałam nie pewnie.
- No chodź tu skarbie, nie uciekaj mi...
Skarbie? Kochanie? Dziewczyną? Śpię? Kurwa o co tu chodzi?
- Hej ziemia do Megi, słuchasz mnie?
- Tak, już- położyłam się koło niego, jak chciał.
- Wiesz, że Cię Kocham...
Jego twarz zbliżała się do mojej, a ja dając ponieść się chwili, uległam jego czyną. Nasze usta dzieliły już minimetry, tak nie wiele, a jednak.
~~

- Mała wstawaj... Ej obudź się, halo królewno- potrząśnięcia moim ciałem zmusiły mnie do otworzenia powiek.
- Co jest?
Nade mną klęczał uśmiechnięty Nick, a po Zaynie ani śladu.
- No w końcu się obudziłaś...
To był tylko sen? Szara rzeczywistość powróciła. Nadal złamane serce dało o sobie znać. A smutek ponownie przejął całe ciało...
- Czemu mnie obudziłeś? Coś się stało?
- Nie tylko jest już 20:30, myślałem, że wstaniesz sama, ale zapowiadało się na to, że będziesz spała do rana więc..
- Dobra dzięki, idę się kąpać.
Chęć do rozmowy z nim minęła w jednej chwili, wraz z przybyciem okropnego humoru. Wykąpawszy się i ubrawszy w piżamę, ponownie odpłynęłam do krainy snów.

Pikanie budzika, zmusiło mnie do podniesienia się z łóżka i zrobienia porannej toalety. Prysznic, makijaż fryzura i ciuchy... Ubrana w białą sukienkę i sweterek, wyszłam z łazienki.
Włosy pozostawiłam rozpuszczone, a makijaż zrobiłam delikatny. Szybki posiłek, założyłam buty i ruszyłam w kierunku pracy.

Dziś jak zwykle było pełno ludzi, nieustannie biegałam od stolika do stolika roznosząc posiłki i przyjmując zamówienia.
- Megi idź obsłuż tamtych chłopaków, to stali klienci i mają zniżkę- rozkazał szef.
Spojrzałam w kierunku stolika widząc piątkę chłopców ze szpitala w tym Zayna. Gula narosła mi w gardle, a ciało i oczy szukały ratunku. Nie widząc wyjścia chwyciłam karty i wolnym, sparaliżowanym krokiem ruszyłam w ich kierunku....

/Natalia

sobota, 27 lipca 2013

Zayn cz.70

Bardzo dziękuję za komentarze, one bardzo bardzo dużo dla mnie znaczą. Kocham was bardzo mocno <3

***Oczami Anastazji***
Obudziłam się w łóżku Stylesa. Nie było go obok,co trochę zepsuło mój w miarę dobry humor. Podniosłam się na łokciach i rozejrzałam się po pokoju. Nie było go,a co gorsze nie było jego walizki.
Znowu mnie zranił. Obiecywał. Obiecał,że mnie nie zostawi,a on sobie wyjechał. Zaczęłam znowu płakać. Z nocnej szafki chłopaka wzięłam nasze wspólne zdjęcie.
-Dlaczego mi to zrobiłeś?-zaczęłam mówić do zdjęcia.
Na łóżku leżała koszulka lokowatego. Przytuliłam się do niej i zaciągnęłam się resztkami jego zapachu.
-Anastazja co się stało?-odwróciłam się w kierunku dobiegającego głosu. Doznałam szoku. Zerwałam się z łóżka i mocno przytuliłam się do chłopaka.
-Boże Harry tak mnie wystraszyłeś!-powiedziałam przez łzy.
-Przepraszam. A co ja właściwie zrobiłem?-objął mnie w talii,mocno przyciskając do siebie i głaskając po głowie. To mnie trochę uspokoiło.
-Myślałam,że już poleciałeś.
-Dlaczego tak myślałaś?
-Nie było ani ciebie,ani walizki.
-Walizkę schowałem.. Skarbie obiecałem,że zostanę,ale i tak wyjeżdżam tyle,że o 16.00.
-Co?! Jak... Dlaczego mi to robisz?-wyrwałam się z jego uścisku i zaczęłam krztusić się łzami,których robiło się coraz więcej.
-Spokojnie....
-Spokojnie?! Ty chyba kurwa żartujesz.
-Chcę żebyś poleciała ze mną.
-Jak możesz?! Nienawidzę.... zaraz,poczekaj co ty powiedziałeś?-chłopak zaśmiał się,a w jego policzkach pokazały się te dołeczki,które tak kochałam.
-Chcę byś mi towarzyszyła.
-Co?-widziałam na jego twarzy rozbawienie.
-To co słyszałaś. Musisz się tylko zgodzić.
-Yyy... no nie wiem.
-Już cię spakowałem.
-Żartujesz?-no nie powiem nieźle mnie zaskoczył. Nie wiedziałam czy mam się zgodzić.
-Anastazja nie chcę cię do niczego zmuszać. Wyjeżdżam o 15.00 na lotnisko. Mam nadzieję,że polecisz ze mną-złożył delikatny pocałunek na moim czole i wyszedł. Tak po prostu. Stałam tak dosyć długo w osłupieniu,gdy doszłam do siebie wyszłam z pokoju Hazzy i poszłam do swojego.  Przy łóżku stała już moja walizka,a na poduszce leżała mała kartka. Wzięłam ją i zaczęłam czytać.
 Usiadłam na łóżku i cały czas wpatrywałam się w list od Stylesa. W głowie miałam mętlik. Kochałam go,ale bałam się kolejnej zdrady.Tego bym nie wytrzymała. Przytuliłam się do poduszki. Zauważyłam,że pod nią leżało małe pudełeczko z kolejnym liścikiem.


Otworzyłam pudełeczko a moim oczom ukazała się prześliczna bransoletka z symbolem wieczności.
Mogłam się domyśleć,że rzemyk będzie w ulubionym kolorze loczka.
Wzięłam ją do ręki i długo myślałam czy ją założyć. W końcu się odważyłam i bransoletka zawisła na moim nadgarstku. Postanowiłam sprawdzić co spakował mi Harry. Byłam w lekkim szoku spakował mnie lepiej niż sama miałabym to zrobić. Coraz bardziej byłam przekonana do tego wylotu z Harrym. Musiałam jeszcze pogadać z Lou. Zbiegłam do salonu żeby go poszukać. Miałam szczęście bawił się z Chrisem na środku pokoju.
-Hej chłopaki-powiedziałam siadając obok nich.
-No cześć. Jak udał się bal?-zapytał Louis,a ja sobie wszystko przypomniałam.
-Nie chcę o tym gadać.
-No dobra. To mów po co przyszłaś,bo widzę,że jest jakaś sprawa.
-Louis wiesz jak ja cię kocham braciszku-zrobiłam słodką minkę.
-Nie słódź tak tylko mów-zaśmiał się.
-Mogłabym jechać z Haroldem do Miami?
-Chcesz z nim jechać?
-Jeszcze nie wiem ale wolałam najpierw z tobą pogadać.
-Słusznie-uśmiechnął się i zwrócił się do Chrisa-No synu puścić ciotkę?-chłopiec się uśmiechnął i zaczął gaworzyć.- No skoro tak mówisz. Możesz jechać.
-Boże Chris masz chrego ojca-powiedziałam
-Ja jestem zdrowy-oburzył się.-Ale jak chcesz mogę być chory i nigdzie nie polecisz.
-Louisku chces zebym była smutna i miała focha?-powiedziałam to jak typowa mała dziewczynka. Dobra w tym jestem,mogłabym zostać aktorką lub dubbingować bajki.
-Nie chcę. Dobra jak chcesz to leć,tylko.....
-Mam być grzeczna i uważać na siebie,wiem,wiem.
-Grzeczna dziewczynka,a i słuchaj Harrego.
-Okej. Wy już się pogodziliście?
-No-zaśmiał się-A i ubierz się ciepło,dopiero jest październik,a jest zimno jak w grudniu.
-W Miami jest upał,ale,żeby ci było lżej na duszy ubiorę się cieplej.
-Idź bo już mnie denerwujesz-roześmiał się na cały dom.
-Też cię kocham-krzyknęłam i pobiegłam do siebie.
Rzuciłam się na łóżko i wpatrywałam się w sufit. Byłam już pewna,że chcę jechać z Harrym,może nawet na tym wyjeździe wrócimy do siebie. Kto wie? Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz. To był Max. Nie miałam najmniejszej ochoty z nim gadać. Rozłączyłam to połączenie tak jak kilka kolejnych. Po jakimś czasie wysłał mi sms-a.
"Anastazja Przepraszam za to co zrobiłem w klubie. Byłem już trochę pijany,a poza tym jak zerwałaś z tym całym Harrym to myślałem że mam jakieś szanse u ciebie. Uwierz mi chętnie bym ciebie jeszcze pomacał. Kocham cię mała"
Co za dupek! Zagotowało się we mnie gdy tylko to przeczytałam. Chciałam przestać o tym myśleć i podeszłam do szafy poszukać czegoś cieplejszego na wyjazd. Przebrałam się w to i zdecydowałam się pójść do loczka.
-Harry lecę z tobą- powiedziałam od razu,gdy tylko znalazłam się w jego sypialni.
-Naprawdę?-rzuciliśmy się sobie w objęcia,a Hazz zaczął się kręcić.
-Puść mnie wariacie!-powiedziałam przez śmiech.
-Sorka. Bardzo się cieszę,że lecisz ze mną.
-Ja też się cieszę,nawet nie wiesz jak bardzo.
-Widzę,że założyłaś bransoletkę ode mnie.
-Harry wiesz,że cię kocham,ale to wszystko jest trochę skomplikowane.
-Ja ciebie też kocham-nagle jego twarz znalazła się kilka milimetrów od mojej. Czułam jego ciepły oddech na mojej twarzy. Już mieliśmy się pocałować,gdy usłyszeliśmy głośny klakson za oknem. Odsunęliśmy się od siebie. Harold był nieźle wkurzony.
-Cholera! To taksówka chodźmy-chłopak spakował nasze walizki do auta,a ja jeszcze pożegnałam się z Lou,Chrisem i El bo tylko oni byli w domu. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy na lotnisko..../Sandra































Zayn cz.9 "Miłość jest unikniona"

Po ceremonii wszyscy rozeszli się do swoich domów, a ja zostałam. Uklęknęłam przed grobem i wpatrywałam w misia, modląc się w myślach o nią. Pojedyncze łzy ściekały po moich policzkach, spadając w nie określone miejsca. Czując czyjś dotyk odwróciłam się widząc Zayna.....
- Możemy porozmawiać? - zapytał.
- Nie mamy o czym rozmawiać.
Wstałam na równe nogi i spoglądając na niego, odwróciłam się, chcąc ruszyć do domu.
- Słuchaj ja...- złapał mnie za rękę, a ja szybko ją wyrwałam.
- Nie, zostaw mnie.
Ostatnie słowa wypowiedziałam podniesionym głosem i uciekłam. Wyda wam się to ucieczką od problemów, być może... Ale wiedziałam, że jeszcze kilka jego słów, a rozpłakałabym się przy nim. Oszczędziłam sobie cierpienia.

Zamknąwszy za sobą drewniane drzwi na klucz, usiadła na parapecie, opierając się plecami o zimną ścianę. Mocno przyciskając pluszaka do serca, czułam jej obecność. Czułam Kataleje. Zamknąwszy spuchnięte oczy, zamknęłam się w czterech ścianach swojego umysłu. Zamknęłam się w swoim wyimaginowanym świecie, gdzie nikt, ani nic nie miało prawa mnie skrzywdzić. Życie było idealne, a ja szczęśliwa....

Kolejne dni mijały, a ja przestawałam istnieć. Zapadała się, tonęłam w głębokim oceanie, powoli dosięgając dna. Ona odeszła już bezpowrotnie do lepszego życia, a on... on był lekiem na wszystko, tylko on był wstanie mnie uleczyć, mnie i moje serce. Jednak nie każde lekarstwa są nam dostępne, a on był nie osiągalny.

- Musisz w końcu wyjść, minął tydzień, kończy ci się urlop w pracy, musisz wziąść się w garść...
Nick ciągnął mnie przez cały dom, usadzając w salonie i dając jedzenie.
- Po co? Nie ma sensu- szepnęłam.
- Po to, abyś była szczęśliwa- spojrzał na mnie- widziałem jak ten cały Zayn na ciebie patrzy, nie jesteś mu obojętna.
- Jakbym była, nie zraniłby mnie.
- Megi...
- Co Megi? Nic mi już nie pomoże.- krzyknęłam.
- Mówiłem, że coś wymyślę i wymyśliłem...-zawahał się.
- Co takiego?
- Będziesz... przez jakiś czas udawała zakochaną w moim przyjacielu...
- Co? Odwaliło ci?
- Ale...
- Nie, pomyśl jak on będzie się czuł? Nie będę go wykorzystywać.- zakończyłam stanowczo.
- Ale on sam pomógł mi to wymyślić i sam to zaproponował.
- I co to ma na celu, że będziemy udawać parę?
- Zayn zobaczy co stracił, zaufaj mi... nic nie stracisz, po za tym jestem facetem i myślę jak facet.
- No dobra, ale co jak on przypadkiem coś do mnie poczuje... ten twój przyjaciel?
- O to się nie martw, to co zgadzasz się?
- Tak.
- Super zaraz do niego zadzwonię, a ty idź coś ze sobą zrób.
Wstałam z wygodnej kanapy i wolnym krokiem pomaszerowałam do łazienki. Na nogach zagościły białe rurki, bokserka i czerwona koszula w kratkę, pierwszy raz od kilku dni miałam inny strój jak czarne dresy i rozciągnięte koszulki. Włosy umyłam i związałam w warkocza. Delikatny makijaż, kilka psiknięć ulubionym perfumem i zupełnie inna wyszłam z łazienki. Zeszłam ostrożnie po schodach i zawędrowałam do salonu siadając obok Nicka.
- No i od razu wyglądasz inaczej, nie straszysz już- zaśmiał się, a ja tylko wymusiłam lekki grymas.
Usłyszawszy dzwonek do drzwi, poderwał się z miejsca i poszedł otworzyć. Chwilę go nie było po czym do salonu wszedł z nim jakiś chłopak.
- Megi to jest Ryan- przedstawił mi chłopaka.
- Hej, miło mi- podałam mu nieśmiało dłoń.
- Fajnie, że zgodziłaś się na nasz pomysł i nie musisz się niczego obawiać- blady uśmiech zawitał na mych ustach.
- Dobra to na początek jedziemy kupić ci jakieś ciuchy- złapał mnie za rękę Nick i pociągnął do wyjścia.
Nie zaprzeczałam, bo fakt faktem nie miałam za dużo ciuchów w szafie, ledwie dwie sukienki i kilka par spodni.


Ruszywszy z podjazdu w kierunku centrum, zaczęłam bliżej przypatrywać się poznanemu osobnikowi. Szatyn o ciemno-niebieskich oczach. Szerokie usta i dobrze zbudowany. Szczerze to był bardzo przystojny...
Wysiadając z samochodu, ruszyliśmy w kierunku dużych drzwi, które dzieliły nas od tysiąca wyprzedaży i ludzi tylko na nie czekających. Wraz z minięciem progu do uszu dotarły hałasy i rozmowy różnych osób. Przeciskając się między nimi, dotarliśmy do pierwszego sklepu. Szczerze mówiąc to ja nie mogłam nic sobie wybrać, bo zrobili to za mnie chłopcy. Niezliczona ilość sukienek i bluzek, które nieustannie podrzucali mi do przymierzalni, przerażała mnie. Po kilku godzinach wyszłam z galerii zmęczona i obładowana kilkoma torbami. Spakowaliśmy wszystko do bagażnika i zmęczeni szliśmy w kierunku drzwi.
- To ja was zostawiam, muszę coś załatwić pa..
Nick szybko wsiadł do pojazdu, zostawiając mnie i Ryana. Złość na chłopaka, narosła we mnie. Chciałam usiąść.
- To co idziemy coś zjeść?
- Tak- niepewność zawitała w moim głosie.
- Ej, chyba się mnie nie boisz, ani nic?
- Nie...
Szliśmy w ciszy kiedy nie daleko Nando's zobaczyłam Zayna.
- To on, ten mulat to Zayn- powiedziałam do Rayana zwalniając.
- Spokojnie, gotowa na nasz zabójczy plan?
- Jak nigdy- spojrzałam w kierunku Mulata i pokiwałam głową.
Rayan chwycił mnie za dłoń, splatając nasze palce razem.
Uśmiechnęłam się i wykonując kilka kolejnych kroków, znaleźliśmy się w lokalu. Zajęłam miejsce, a chłopak poszedł zamówić nam coś do jedzenia. Słysząc charakterystyczny dźwięk otwieranych drzwi do lokalu weszła cała piątka chłopaków z Zaynem na końcu. Czemu oni są zawsze tam gdzie ja ? Szybko odwróciłam od niego wzrok i patrzyłam w okno. Nie długo później do stolika dosiadł się szatyn z dwiema tackami.
- Siedzi nie daleko nas, uśmiechaj się i spokojnie- powiedział, a ja tylko pokiwałam głową.
Jedząc posiłek, chłopak trzymał moją dłoń i cały czas rozśmieszał. Nie wstydził się mojego towarzystwa....
/Natalia

czwartek, 25 lipca 2013

Zayn cz.8 "Miłość jest nieunikniona"

Małą wywieźli z sali, a ja wyszłam za nimi. Wszyscy jeszcze ją ściskali, a ja stałam kawałek dalej od nich, nie radząc sobie ze łzami.
- Kocham cię Megi...
Krzyknęła mała, a coś we mnie pękło, zdołałam tylko wyszeptać, że ja ją też, ale usłyszała. Zabrali ją, a wzrok wszystkich zatrzymywał się na mnie....
Nie mogąc tego znieść, przeszłam na inny oddział, gdzie ich spojrzenie nie sięgały mojej osoby. Siadając na krześle, opanowywałam łzy i pełna spokoju czekałam....

Mijały sekundy, minuty, godziny, a operacja dalej trwała. Wielokrotnie zmieniałam swoje miejsce, to siedziałam, to chodziłam. Nerwy szarpały mną nieustannie. Spojrzenie czasem nie chcący spotykało się z nieznanymi mi osobami, będącymi razem z chłopakiem. Zmęczone ciało ledwo co trzymało się na nogach, jednak wraz z otworzeniem drzwi do sali operacyjnej, energia przypłynęła, ożywiając mnie. Moja postać stanęła na baczność, jak i innych, czekając na wiadomość. Strach gościł w moich oczach, a ponura mina lekarza nie wróżyła nic dobrego. Starszy i bardzo dobrze znany mi mężczyzna w białym fartuchu zbliżył się do mnie stając na przeciw.
- Przykro mi, ale Katlin... robiliśmy wszystko, ale nie udało się nam jej uratować. Kazała ci to dać...- Doktor podał mi ulubionego misia dziewczynki- powiedziała, że jest wyjątkowy.
Łzy zaczęły rzewnie płynąć z oczu, a ręce ściskały niedużą maskotkę. Spoglądając na grupkę chłopaków i dziewczyn,
wybiegłam ze szpitala. Teraz mogę powiedzieć, że runął mój świat.
- Megi zaczekaj!!! - słyszałam czyjeś krzyki, ale nie zwracałam na nie uwagi.
 Biegłam ile sił w nogach do domu. Nie miałam już po co żyć, bo dla kogo ? Na tym świecie od początku nie było dla mnie miejsca. Chciałam umrzeć, znaleźć się tam na górze, blisko mamy. Trzaskając mocno drzwiami, wbiegłam do mieszkania i mijając próg salonu, podbiegłam do Nicka i wtulając się w jego ciało, jeszcze bardziej się rozpłakałam. Dławiłam się łzami i ich gorzkim posmakiem.
- Ciii, co się stało?
- Katli...o..ona ..nie ...nie żyje.
Nowy potok rozpaczy spłynął po moich policzkach, spadając na koszulkę chłopaka. Straciłam wszystkie siły do życia, straciłam siły do funkcjonowania. Nick poluźnił uścisk, a moje nogi ugięły się, ciągnąc moje ciało na podłogę. Będąc pewna spotkania bezsilnego ciała z ziemią, chłopak mocno mnie chwycił, unosząc w górę. Jego uścisk był dwa razy silniejszy, przed obawą, że upadnę. Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale usnęłam na stojąco w jego ramionach, a może straciłam przytomność?

Dwa dni później miał odbyć się pogrzeb Kataleji.
- Megi możemy już jechać? - zapytał Nicko.
- Tak.
Zeszłam na dół ubrana w czarną sukienkę przed kolana i baleriny. Włosy miałam rozpuszczone, a oczy podpuchnięte. W ręce zaś mocno trzymałam misia od małej...
Po krótkiej mszy w kościele wszyscy udali się na cmentarz. Był Zayn i te same osoby co wczoraj były z nim. Kilku lekarzy i opiekunki z ośrodka oraz Nick, wszyscy trzymali w rękach chusteczki i ocierali łzy. A ja.. ja stałam trzymając w jednej dłoni maskotkę, a w drugiej bukiet białych róż, łzy same wyznaczały sobie tor, a ja pozwalałam im płynąć. Widząc jak zasypują trumnę malutkiej nie wytrzymałam tego widoku i odwracając się, mocno wtuliłam się w Nicka, łkając...
Po ceremonii wszyscy rozeszli się do swoich domów, a ja zostałam. Uklęknęłam przed grobem i wpatrywałam się w misia, modląc się w myślach o nią. Pojedyncze łzy ściekały po moich policzkach, spadając w nie określone miejsca. Czując czyjś dotyk odwróciłam się, widząc Zayna.....



wtorek, 23 lipca 2013

Imagin z One Direction na rocznicę 3 lat.

Włączcie błagam: Piosenka

Wdech. Wydech. Wdech...... Wydech. Reflektory rozbłyskują ukazując nie wyraźny obraz. Płacz. Krzyk. Szmer. Przeciągły szloch wyrwał się z moich płuc. Ręka z mikrofonem opadła wzdłuż ciała, nie mając siły się podnieść. To nie koniec, to początek... Rozpacz. Ostatnie chwilę. Krzyk. Pociąganie nosem. Szmer. Wdech....... Wydech. Podnoszę głowę, mierząc się ze światem. Brak uśmiechu. Miliony ludzi i brak uśmiechu. Tylko stróżki słonych łez snujące się po milionach policzków. Koniec ? Zaciskam dłonie w pięści powstrzymując się, by nie upaść na kolana. Trę oczy, ścierając zbędne łzy, poprawiając ostrość. Podnoszę mikrofon, by coś powiedzieć, jednak usta się nie otwierają. Właściwie nie mam słów. Dłoń z powrotem opada w dół, wzdłuż ciała. Spoglądam w lewo, Niall. Klęczy na kolanach, pogrążony w świecie rozpaczy. Szkarłatne policzki kontrastują z blond włoskami. Chcę go przytulić, zacisnąć w ramionach i nie wypuszczać. To Niall. Mały, bezbronny Niall. Nie mogę, nie mogę się ruszyć. Kieruję wzrok dalej, Liam. Siedzi na jednym ze wzmacniaczy i milczy. Połyskujące łzy, zdobią jego pokryte zarostem policzki. Daddy, nasz Daddy. Serce mi się ściska, a głośny szloch wyrywa z moich ust. To nie koniec... Przekręcam głowę w prawo, Louis. Patrzy przed siebie, powtarzając do mikrofonu "Kocham was'', ''Kocham was'', ''Kocham was''.... głosem przesiąkniętym bólem. Mój Louieh. Mój najlepszy przyjaciel. Trę oczy, ponownie ścierając krokodyle łzy. Spoglądam przez ramię do tyłu, Zayn. Szczęka napięta, powieki zamknięte, mokre policzki. Otwiera je i wbija kawowe, poczerwieniałe oczy we mnie. Chcę do niego podbiec, nie mogę. Bierze głęboki wdech, wstrzymując go, a później wypuszczając. Obraca się i odchodzi. Schodzi ze sceny. Nasz Bad Boy. Kochany Bad Boy. To nie koniec. To nie koniec. To nie koniec. Trzymam się tych słów, jak tratwy na środku oceanu. Wracam wzrokiem przed siebie, Fanki. Wszystkie pochłonięte płaczem tak, jak my. Ból niemal maluje się na ich twarzach. Słysze kroki i na scenie pozostaje tylko ja i Niall. Wdech. Wydech. Drżący głos wydobywa się z moich ust, układając się w ''Kocham was''. Zastępuję Lou. ''Kocham was''. Horanek odchodzi, zostaję tylko ja. "Kocham was''. ''Byliśmy One Direction''. Odrywam stopy od czarnej sceny i idę ku wyjściu. Płaczę głośniej. Płaczę bardziej. Idę do garderoby. Idę do chłopaków. Siadam pod jedną ze ścian, spoglądając na przyjaciół. Łkają. Podciągam kolana pod brodę i chowam w nich twarz. To nie koniec... To nie koniec...To nie koniec... To nie koniec... powtarzam słowa. Swoją własną mantrę. Światła gasną, a wszystko ogarnia ciemność....

- Harreh wstawaj... Harreh.
Zrywam się na równe nogi, mocno przytulając czwórkę kumpli.
- Musimy już iść, fani czekają.- spoglądam na radosnego Niall, kiwając głową.
Wdech. Wydech. Wybiegamy na scenę po kolei przekrzykując się jeden przez drugiego. Wszyscy uśmiechnięci, całe miliony. Serce się raduje, a światła nie spodziewanie gasną. Stoimy w równym, rzędzie widząc w ciemności tylko siebie. Cisza. Adrenalina rośnie, rodzdzierając od środka moje wnętrze. Reflektory rozbłyskują, rozświetlając ciemną noc. W górze widać tylko czerwone serca. ''One Direction forever'' Każde ma identyczną treści, napisane różnym charakterem pisma. Wstrzymuję oddech słysząc rozlegające się krzyki fanek. "23 July 2010” ”23 July 2010" ''23 July 2010” ”23 July 2010” ”23 July 2010” wszystkie krzyki się ze sobą zgrywają, tworząc jedność. "23 July 2010" "23 July 2010". Piękne. Niespodziewane łzy wzruszenia wypływają z oczu, spływając w dół po policzkach. Stoimy w piątkę na krawędziach sceny, słuchając i oglądając najpiękniejszy widok na świecie.... Nasi fani są wszystkim. Podnosimy mikrofony, porozumiewając się wzrokiem. Równo krzyczymy "One Direction Forever''. Nasz zespół nie będzie mieć końca. Nie będzie mieć, ponieważ łączy nas miłość braterska i najsilniejsi fani na świecie. To nie koniec, a początek. 3 Lata, ale to dopiero początek. Początek...

 
Co o nim sądzicie ? /Natalia

Zayn cz.7 "Miłość jest nieunikniona"


Chłopak rozłączył się, a ja patrząc na dziewczynkę, opanowywałam łzy i czekałam na Nicka. Po 10 minutach drzwi otworzyły się, a ja usłyszałam głos Nicka. Odwracając się w jego stronę, wstałam z miejsca i całując małą w czoło, wyszłam z chłopakiem przez drzwi. Czułam na sobie wzrok całej szóstki, a w szczególności Mulata, jednak nie reagowałam. Dziękowałam w tej chwili bogu za Nicka, przyjaciela w którym mam oparcie.
- Stój...- spojrzałam na twarz Nicka, który z troską przyglądał się mi.- obiecaj, że powiesz mi o co chodzi...
- Obiecuje, a teraz zabierze mnie do domu, proszę.
- Chodź.
Chłopak objął mnie ramieniem i poprowadził do samochodu. Jechaliśmy w ciszy, żadne się nie odzywało.
 Nienawidzę takich momentów, kiedy nikt nie wie co powiedzieć, jednak teraz tylko tego potrzebowałam, potrzebowałam ciszy. Widząc już ostatni zakręt, stanęliśmy na podjeździe. Wychodząc z pojazdu, w ciało uderzyła fala chłodu. Zimny wiatr i lekka mżawka zatrzymywały się na mojej twarzy. Pogoda chwilowo się zmieniła na gorszą. Mijając próg domu, zdjęłam buty, a ciało otulił ciepły koc. Siadając na kanapie, bez namysłu wpatrywałam się w czarny prostokąt. Nigdy nie potrafiłam opowiadać o swoich problemach, jestem skryta, nie bardzo ufam ludziom. A właśnie za chwilę miałam opowiedzieć o tym co w ostatnich dniach przyniósł mi los. Życie.
- Proszę- podnosząc zaszklony wzrok, oczy napotkały chłopaka z kubkiem gorącej herbaty, wyciągniętym w moją stronę.
- Dziękuję.
- To powiedz mi co się stało? - Nicko usiadł obok.
- Bo....no...- słowa uwięzły w gardle.
Suchość. Głos zamarł, ucichł.
- Hej, spójrz na mnie.... jesteśmy przyjaciółmi na zawsze pamiętasz? Mówimy sobie wszystko bez strach, nasza obietnica...
- Chodzi o chłopaka...
Opowiedziałam mu wszystko, od początku. Otworzyłam się przed nim, słowa same zaczęły płynąć z mych ust. Czułam lekką ulgę, ale bólu w moim sercu, nie da się zagłuszyć.
- Ja go kocham, to boli...
Płakałam wtulona w ramię chłopaka na wszystkie wspomnienia, które wydzierały jeszcze większe rany w moim pokaleczonym sercu.
- Ciiii...
Nicko próbował mnie uspokoić, lecz jego słowa jeszcze bardziej pogorszyły mój stan. Pogoda za oknem, była odzwierciedleniem mnie. Mocna ulewa, była niczym łzy płynące z moich oczu, a silny wiatr i bałagan jaki za sobą niósł, była jak moje myśli. Porozrzucane, wirujące w mojej głowie.
- Coś wymyślę, zobaczysz... będzie dobrze- jego słowa dały mi małą nutkę nadziei.- Idź się połóż, odpocznij, później do ciebie zajrzę.
Idąc do swojego pokoju, zahaczyłam łazienkę, wzięłam gorący prysznic, który miał jeszcze bardziej rozgrzać i rozluźnić moje ciało. Kropelki odbijały się, jedna po drugiej, spadając na kaflową podłogę. Para, zamazywała obraz, zagłuszając łzy.
Ubrawszy już czyste ciuchy do spania, poszłam do pokoju i układając się na łóżku, myślałam....

Dźwięk dzwoniącego telefonu, wyrwał mnie ze snu.
- Słucham?
- Dzień Dobry Megi, tu ordynator szpitala...
- Dzień Dobry, stało się coś z Katlin? - przerwałam mu.
- Stan małej w nocy diametralnie się zmienił, musimy ją natychmiast operować, jeżeli możesz to przyjedź jak najszybciej, Kataleja, chce cię zobaczyć jeszcze przed zabiegiem.
- Zaraz będę, czekajcie.
Rozłączyłam się i szybkim ruchem zerwałam się z łóżka. Wbiegłam do łazienki, ubierając stare, wychodzone już dresy. Jakąś luźną bluzkę, włosy związałam w wysokiego koka i zakładając buty, wybiegłam z domu, zamykając uprzednio drzwi. Szybkim sprintem biegłam do szpitala. Szarpiąc drzwi, wpadłam do środka, a następnie biegiem, mijając Zayna, chłopaków, jakieś dziewczyny z nimi i kilka innych ludzi wbiegłam na salę dziewczynki. Szybkim krokiem znalazłam się przy niej mocno ściskając w swoich ramionach.
- Ja nie przeżyję- wychlipała przez płacz, była mała, ale rozumiała więcej niż nie jeden z nas.
- Nie mów tak, będzie dobrze, wyzdrowiejesz, zabiorę cię stąd do domu, będziesz mieszkała ze mną, nie oddam cię nikomu, obiecuję- ja też nie hamowałam łez. Bezbronność.
- Kocham cię, ale aniołki chcą mnie już zabrać, będzie tam w niebie mama na mnie czekała?
- Tak skarbie, na pewno będzie czekała...wiesz czemu rodzice dali ci na imię Kataleja?
- Bo to oznacza ''kwiat''? - ciągle była wtulona we mnie, a ja w nią.
- Tak, wyjątkowy kwiat, taki jak ty... jesteś wyjątkowa.
- Nie zapomnisz o mnie?
- Nigdy, zawsze będziesz moją małą siostrą- jeszcze mocniej zacisnęłam ją w uścisku.
-Musimy już jechać- rzekł lekarz.
- Kocham cię- rzekłam odrywając się od małej.
- Ja ciebie też kocham.
Małą wywieźli z sali, a ja wyszłam za nimi. Wszyscy jeszcze ją ściskali, a ja stałam kawałek dalej od nich, nie radząc sobie ze łzami.
- Kocham cię Megi...
Krzyknęłam mała, a coś we mnie pękło, zdołałam tylko wyszeptać, że ja ją też, ale usłyszała. Wiedziałam, że to koniec. Zabrali ją, a wzrok wszystkich zatrzymywał się na mnie....

/Natalia

poniedziałek, 22 lipca 2013

Zayn cz.69 (+18)

Tak jak wam obiecywałam napisałam specjalnie dla was tą część +18. Nie umiem i nie lubię takich pisać,ale dla was się poświęciłam i pisałam ją aż dwa tygodnie. Jeśli nie lubisz takich opowiadani nie CZYTAJ!

***Oczami Rebeki***
Po zabawie z córką,Zayn zaproponował byśmy pojechali do jakieś restauracji. Czułam,że chce już świętować. Tak jakby wiedział,że wygramy rozprawę. Po raz kolejny poprosiliśmy Patrischę o opiekę nad Megan. Było mi głupio,że tak ją wykorzystujemy. Ona oczywiście się zgodziła z wielką radością. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy.
-Kurwa,Rebeka nie wytrzymam-powiedział po kilku kilometrach. Nie wiedziałam o co może mu chodzić.
-Czego nie wytrzymasz?
-Wsiadaj na tylne siedzenia-rozkazał.
-Po co?
-Zabawimy się. Przesiądź się-on cały czas jechał.Nie zgrabnie usiadłam z tyłu. Nigdy przedtem Zayn nie był taki ostry. Musiał się na prawdę nieźle napalić. Dojechaliśmy do jakiegoś lasu. Zatrzymał wóz,wyszedł z niego i usiadł obok mnie.
-Rozbieraj się-powiedział ostro. Zrzuciłam szpilki.
-Pomóż mi-przybliżył się i szybkim ruchem rozpiął zamek z tyłu mojej sukienki. Zerwał i rzucił ją na przód auta. Brutalnie mnie popchnął i teraz leżałam,a on usiadł na mnie okrakiem.
-No to teraz się zabawimy-uśmiechnął się łobuzersko,a w jego oczach wrzało pożądanie.
Naparł swoimi wargami na moje i zachłannie całował. Jego dłonie zjechały na mój biust. Przez koronkowy stanik ściskał moje piersi. Cicho stęknęłam i odchyliłam głowę do tyłu.
-Rozpinaj stanik-rozkazał,gdy zdejmował z siebie spodnie i koszulkę.
Został w samych bokserkach,a ja w między czasie pozbyłam się biustonosza. Znowu rzucił się na mnie. Językiem z mojej szui zjechał do piersi. Zaczął przegryzać i ssać moje sutki. Bawił się moimi piersiami przez dłuższy czas.
-Zayn...-jęknęłam.
-Ciiiii.. skarbie za chwilę będziesz krzyczeć moje imię-jego dłonie gładziły mój brzuch i dotarł do moich stringów.
Podniósł mnie i oparł o drzwi. Składam mokre pocałunki na moim brzuchu schodząc niżej. Zwinnym ruchem pozbył się moich majtek. Uśmiechnął się zadziornie,gdy siedziałam przednim w całej okazałości. Dłonią przejechał po wewnętrznej stronie moich ud. Za każdym razem gdy jego skóra dotykała mojego ciała dostawałam przyjemnych dreszczy. Zwilżył językiem usta i zaczął całować mnie po pochwie.  Łapczywie złapałam powietrze gdy zaczął ssać i i lekko łapać zębami moją kobiecość. Moje serce walił jak opętane,z ledwością łapałam kolejne oddechy. Jego usta i drapiący zarost pomiędzy moimi udami doprowadzał mnie do obłędu. Czułam jak jego język wchodzi we mnie coraz głębiej. Ostatni raz przejechał językiem po mojej przyjaciółce. Seksownym ruchem oblizał swoje usta. Spojrzałam w jego cudowne,brązowe oczka  i zatonęłam w nich. Wróciłam do rzeczywistości,gdy poczułam ból w mojej kobiecości. Przeniosłam wzrok na nią. Malik właśnie wsadzał do mojej waginy swoje dwa palce. Robił to tak mocno i brutalnie. Wygięłam ciało w mocny łuk. Widziałam na jego twarzy łobuzerski uśmieszek i iskierki pożądania w oczach. Przyspieszył swoje ruchy,a ja stękałam coraz głośniej. Palcami pieścił mój punkt G. Tak szybko jak wsadził we mnie swoje palce,teraz równie szybko je wyjął. Poparzył na mnie wymownie i oparł się drzwi samochodu, rozstawiając szerzej nogi. Dobrze wiedziałam,że teraz moja kolej. Uklękłam po między siedzeniami i wzięłam się do roboty. Zdjęłam jego bokserki. Wzięłam w ręce jego sprzęt i zaczęłam poruszać nim w górę i w dół. Chłopak  zaczął stękać. Chciałam się trochę z nim podroczyć i zwolniłam swoje ruchy. Z podnieceniem patrzył się na mój biust.Wykorzystałam to i wzięłam jego penisa pomiędzy moje piersi. Tym razem poruszałam nim bardzo szybko. Szczerze auto to nie najwygodniejsze miejsce do uprawiania seksu. Przesuwałam nim w górę i w dół jeszcze kilka razy.
-Maleńka weź go do buzi-wydyszał.
Bez namysłu zrobiłam to o co mnie poprosił. Ssałam i drażniłam językiem czubek jego członka. Położyłam dłonie na wewnętrznej stronie jego ud i idąc ku górze dotarłam do jego jąder. Zaczęłam je ściskać i masować. Zayn głośno jęczał,był taki bezbronny. Przejechałam językiem po całej jego całości i zaczęłam bawić się końcówką ale nie długo. Do mojej buzi nalała się jego sperma,która spłynęła  po moich piersiach. Połknęłam jego nasienie i oblizałam usta. Zayn złapał mnie za ramiona. Z łatwością przeniósł mnie na fotel. Rozchylił moje nogi i przejechał językiem po mojej pochwie.
-Kurwa Zayn wejdź we mnie w końcu-wydyszałam.
Niestety nie spełnił mojej prośby. Zaczął  się ze mną droczyć. Dotykał swoim penisem mojej kobiecości. Doprowadzał mnie tym do obłędu. Chciałam go w końcu poczuć w sobie.
-Jesteś gotowa?-zapytał z wielkim uśmiechem.
-Nie-teraz to ja zaczęłam się z nim droczyć.
-No to trudno,bo ja jestem-z całej siły wszedł we mnie.
Z moich ust wydobył się głośny jęk. Wbiłam paznokcie w jego plecy,a Malik przyspieszył jeszcze bardziej.
-Och Zayn....
-Tak skarbie krzycz moje imię.
-Mmm... Zayn! Aaa! Mocniej Zayn!-chłopak uśmiechnął się zadziornie.
Pocałował mnie z taką pasją i dzikością,cały czas we mnie wchodząc. Dobrze wiedziałam,że za chwile dojdziemy. Mulat pchał coraz mocniej i szybciej.
-Zayn...ja...dochodzę-wyjąkałam.
-Nie mała dojdziemy na trzy!-rozkazał i pchnął jeszcze kilka razy-Gotowa? Raz,dwa,trzy!-na ostatnie słowo nasze soki zmieszały się ze sobą. Po mimo,że doszliśmy Malik nie wyszedł ze mnie. Położył się na mnie i namiętnie pocałował. Nasze oddechy były przyspieszone i nierówne. Z pocałunkami zszedł na moją szyję. Całował i ssał moją skórę. Chwyciłam go za włosy i mocno pociągnęłam,by spojrzał na mnie.
-Kocham cię Zayn-uśmiechnął się triumfalnie. Przybliżył usta do mojego ucha i wyszeptał.
-Ja ciebie też-przegryzł płatek mojego ucha i szybko ze mnie wyszedł-Ubierajmy się-powiedział i zaczęliśmy zbierać nasze ubrania rozrzucone po całym samochodzie. Po chwili byliśmy już gotowi. Przesiedliśmy się na przednie siedzenia. Mulat poprawiał swoje włosy. Ja wyjęłam z torebki kosmetyki,poprawiłam makijaż i fryzurę. Po jakiś 10 minutach wyglądaliśmy tak samo,za nim tu przyjechaliśmy.
-Jedziemy do tej restauracji?-zapytałam,gdy wyjeżdżaliśmy z lasu.
-A chcesz?
-Wiesz czego tak na prawdę chcę?
-Mnie-powiedział zadziornie.
-Ciebie też. Chciałabym wrócić do Londynu. Uwielbiam twoją rodzinę,ale chcę już być w naszej duuużej rodzince.
-Wrócimy jutro.
-Dziękuję kotku.
-Dla ciebie wszystko. Za tydzień Megi ma urodziny i myślałem by zamiast wielkiej imprezy zrobić spotkanie rodzinne. Co ty na to?
-Myślałam o tym samym. Jesteś cudowny-całą drogę uzgadnialiśmy jak będą wyglądać pierwsze urodzinki naszej córeczki. Po powrocie do domu od razu pobiegliśmy pobawić się z naszą pociechą..../Sandra































niedziela, 21 lipca 2013

Co do imaginu z Louisem... (rozwód)

Jak wiecie są wakacje i brak czasu. Dużo osób chciało, bym napisała jeszcze kilka części i stworzyła kilku partowca. Sama o tym myślałam i muszę najpierw uporządkować swoje życie. Jeżeli znajdę trochę czasu to napiszę kolejną część. ALE NIE OBIECUJĘ..../ Natalia

Zayn cz.6 "Miłość jest nieunikniona"

Wzięłam delikatnie kruchą i chudą dziewczynkę na ręce, podałam jej misia i wyszłam na korytarz. Zmierzałam w kierunku sali do badań, kiedy na drodze stanął nam Zayn. Oczy ponownie zaczęły robić się szklane, ale panowałam nad emocjami. Podszedł do nas, dotykając Katlin...
- Jak się czujesz mała? - jego słowa skierowane do dziewczynki, pobudziły we mnie nową dawkę emocji.
- Przepraszam, ale musimy iść- powiedziałam oschle.
On spojrzał na mnie, a ja czułam jak nie daję rady, jak kolejny raz emocje, kumulujące się we mnie, wzięły górę. Wyminęłam go i szybko mrugając powiekami, szłam korytarzem. Weszłyśmy do odpowiedniej sali i usadzając się na krześle z dziewczynką na kolanach, czekałyśmy. Lekarze pobrali małej krew, następnie zrobili tomografie całego ciała i kilka innych badań. Po około 50 minutach opuściliśmy pomieszczenie i wróciliśmy do sali szpitalnej dziewczynki. Chcąc zrobić coś dla małej, poprosiłam lekarzy, aby pozwolili mi wyjść z nią, gdzieś na 3 godziny. Mała, odkąd tu trafiła, ani razu nie była na dworze, chciałam jej wszystko pokazać, uszczęśliwić, bo co jeśli nie przeżyje operacji, co jeśli się nie uda? To mogą być jej ostatnie chwile życia....

Nie bądź pewny, że masz czas bo pewność niepewna....

Ubrawszy małą w różowe spodenki, kolorową bluzeczkę z kotkiem i biały sweterek zapinany na guziczki, uczesałam jej ciemne włosy w pięknego warkoczyka. Otuliłam jej ciałko ciepłą kurtką, a na nogi wsunęłam białe buciki. Biorąc Kataleje na ręce, żeby się nie męczyła wyszłam ze szpitala. Schodząc po schodach, minęłam Zayna z czwórką jakiś chłopaków. Udałam, że go nie znam i po prostu minęłam. Zranił mnie, a rany bolą jeszcze bardziej, kiedy każdego dnia roztwierane są na nowo.

Idąc przez park, myślałam gdzie zabrać najpierw dziewczynkę.
- Gdzie idziemy? - zapytała uśmiechnięta.
- Nie wiem, może pójdziemy najpierw do Zoo?- zaproponowałam z nadzieją.
- Taaak, zobaczymy kotki i małpki- jej oczy rozbłysły blaskiem, jakiego od dwóch dni brakowało w jej oczach.
Skręcając w jedną z uliczek, minęłam wielką bramę, nad którą wisiał szyld z wielkim napisem ''ZOO''. Kupiłam dwa bilety i ruszyliśmy na podróż po różnych zwierzętach. Na pierwszy rzut poszły Tygrysy, później Lwy i Gepardy. Szczerze mówiąc bałam się ich. Następnie były Żyrafy i Zebry.
- Jak się to zwierzątko nazywa? - zapytała.
- Które?
- To takie duże i grube - zrobiła śmieszną minkę.
- haha Hipopotam skarbie.
- Hiptopontam?
- Może być Hipcio- powiedziałam widząc trud dziewczynki z wymówieniem wyrazu.
- Hipcio- powtórzyła zadowolona.
Przeszłyśmy do działu z małpami, mijałyśmy Goryle, Oran-Gutany, aż doszliśmy do Kapucynek.
- Chcesz ją nakarmić? - spytałam Katlin, widząc jak pracownik rozdaje banany dziecią, by nakarmiły zwierzę.
- Taak- jej uśmiech poszerzył się.
Podeszłyśmy po banana, a następnie do kratek, przez którą wystawiła rączkę małpka. Delikatnie wzięła z rąk Kataleji banana, a my w tym czasie, zdążyliśmy ją szybko pogłaskać. Następnie naszym celę stały się akwaria z rybami. Podziwiałyśmy żółwie, płaszczki, delfiny, kraby, raki, nemo i ryby jakich nazwy nie znam. Kolejne były pingwiny i foki, tu chyba miałyśmy najlepszą zabawę. Głośno śmiałyśmy się oglądając przedstawienie z foką.
- To gdzie teraz idziemy ?- zapytałam, kiedy opuściliśmy Zoo.
- Na lody, proszę, proszę.
- Ok idziemy na lody, a później na plac zabaw, dobrze?
- Tak.

Kupiwszy już lody.
Usiadłyśmy na ławeczce i zjadliwszy mrożący mózg deser, poszliśmy na huśtawki....
Widząc, że czas się kończy, z Katlin na rękach wróciłam do szpitala. On nadal tam był, oni wszyscy tam byli. Wchodząc z dzieckiem do sali, rozebrałam ją z kurtki i butów. Biorąc jej piżamkę, poszłam ją wykąpać i z czystym i pachnącym szkrabem na rękach wróciłam do pomieszczenia. Ułożywszy małą do snu, czekałam, aż zaśnie. Widząc już równomierny i senny oddech Katlin, spojrzałam za siebie. Stali tam tylko, że tym razem do piątki chłopaków dołączyła owa dziewczyna. Po raz kolejny nie wytrzymałam i odwracając wzrok po mojej twarzy spłynął potok łez. Byłam za słaba na to wszystko, nie dawałam sobie rady, złamał mnie. Zakochałam się na poważnie, jednak zamiast czuć się kochaną, przyszło mi cierpieć.... Czuję jak się zapadam, jak staję się pusta. Jak powoli umieram, nie mam już sił, a w mojej głowie ciągle nieustannie odbija się jego nieskazitelny głos.

Można oczy zamknąć na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia....

Drżącą ręką wyciągnęłam z kieszeni telefon, a wierzchem drugiej przetarłam oczy. Wybrałam numer do Nicka i czekałam, aż odbierze.
*Rozmowa Telefoniczna *
- Halo?
- Nick przyjedziesz po mnie- wychlipałam pomiędzy łzami.
- Tak, gdzie jesteś?
- W szpitalu u Kataleji, zabierz mnie stąd proszę.
- Zaraz przyjadę, czekaj.
* Koniec rozmowy*

Chłopak rozłączył się, a ja patrząc na dziewczynkę, opanowywałam łzy i czekałam na Nicka. Po 10 minutach drzwi otworzyły się, a ja usłyszałam głos przyjaciela. Odwracając się w jego stronę, wstałam z miejsca i całując małą w czoło, wyszłam z chłopakiem przed drzwi. Czułam na sobie wzrok całej szóstki, a w szczególności Mulata, jednak nie reagowałam. Dziękowałam w tej chwili bogu za Nicka, przyjaciela w którym mam oparcie.
- Stój....
 
WOW... bardzo wam dziękuje za tyle komentarzy pod ostatnią częścią.
Nie spodziewałam się, aż tylu.
Ale to bardzo miłe uczucie.
Dziękuje Jeszcze Raz <3/ Natalia

sobota, 20 lipca 2013

Zayn cz.68

Bardzo dziękuję za komentarze i hejty pod ostatnią części. Bardzo "odważny" anonim powiedział,że mam nie prosić o komentarze,bo opowiadanie jest coraz krótsze (ale chyba nie czytał go bo części pisze coraz dłuższe) Więc od dzisiaj nie proszę o komentarze,a części będą dodawane co 3 dni. Są wakacje i też potrzebuję trochę odpoczynku. Jakoś po niedzieli ukaże się część 69,czyli jak się spodziewacie będzie ona +18 zboczuszki (w roli głównej Zayn i Rebeka)


***Oczami Anastazji**
Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi.
-Proszę-powiedziałam pół przytomnym .
Do środka wszedł nie kto inny jak mój braciszek.
-Jak się czujesz?-zapytał.
-Obudziłeś mnie.
-Sorka.
-Dobra jak już nie śpię to wchodź-brunet usiadł obok mnie na łóżku.-Louis wiesz,kto tak pobił Harolda?
-yyyy... no....ten.
-Tylko mi nie mów,że ty to zrobiłeś.
-No ja-spuścił wzrok-Ale to było w obronie twojej-zaczął się tłumaczyć.
-Louis! Jak mogłeś to zrobić? On przez ciebie bardzo cierpi. Widziałeś jak mocno go pobiłeś?
-Byłem pijany. Jest z nim,aż tak źle?-czułam w jego głosie smutek i strach.
-Idź do niego.
-A co z tobą? Rozmawiałaś z nim?
-Mhm. Wyjaśniliśmy sobie wszystko i jest w porządku.
-Czyli jesteście razem?
-Nie. To za wcześnie bym podjęła taką decyzję.
-Powiesz mi co się właściwie stało w klubie?
-Ciężko mi o tym gadać,ale wiem,że nie dasz mi spokoju. Przyłapałam Harrego jak obściskiwał się z jakoś laską przy kiblu. No i tyle się stało.
-Sukinsyn...
-Lou!
-Sorry.
-Pogadaj z Harrym tak na spokojnie.
-Okej. Robię to dla ciebie.
-Która godzina?
-Po 20.00.
-Przespałam 3 godziny. Niezła jestem-zaśmiałam się by rozładować ą dziwną atmosferę.
-Jutro masz ten bal?
-Tak,ale to nie taki bal ze sukniami...
-Młoda,nie jestem taki stary. Wiem co się dzieje na tych "balach". Bądź tylko grzeczna-czule się do mnie uśmiechnął.
-Jasne. Przecież ja zawsze jestem grzeczna.
-Tsaaa. Chodzący aniołek z rogami-zaśmialiśmy się razem.
-Chyba,aż tak źle ze mną nie jest?
-Nie. Jesteś fajną siostrą.
-Dzięki,a ty jesteś fajnym bratem.
-Hahaha ja to wiem.
-No może z tą skromnością jest trochę gorzej.
-Nom tak jakoś wyszło. Śpij mała jutro musisz dobrze wyglądać. Jak chcesz Eleanor na pewno pomoże ci w tych wszystkich rzeczach.
-Jasne,a ty pogadaj z Harrym.
-Mhm. Dobra noc siostra.
-Dobra noc-brat dał mi buziaka w policzek i wyszedł z mojego pokoju.
Położyłam się i dosyć długo wpatrywałam się w sufit. Nie mogłam przestać myśleć o Harrym i o.... Maxie. To dziwne ale chyba zakochałam się w obu. Max chyba przestał być dla mnie tylko przyjacielem,a Hazz....
Po mimo tej sytuacji ze Stylesem nadal go kocham. Nawet nie potrafiłam go zwyzywać. Tylko się popłakałam jak zobaczyłam w jakim jest stanie. Jestem głupia! To nie w moim stylu. Powinnam się na niego drzeć i strzelić z liścia. Od kiedy tu jestem wszystko się zmieniło. Ja się zmieniłam. Zmęczona razyślaniami usnęłam.
Obudziłam się zrelaksowana i odprężona. Spojrzałam na zegarek,który wskazywał 13.45. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam szybko coś zjeść. W kuchni spotkałam Nialla. Jak to na Horana przystało szukał czegoś w lodówce.
-Hej głodomorku-powiedziałam z uśmiechem.
-O hej! Zjesz coś?
-Nom, po to tu przyszłam.
-To sobie zrób coś,bo ja idę zjeść teraz te przepyszne tosty-tak po prostu wyszedł z kuchni z talerzem pełnym tostów.
Otworzyłam lodówkę,a tam pustki. Takie są skutki jak wstajesz później niż Nialler. Na szczęście znalazłam w szafce pół słoika Nutelli. Posmarowałam chleb czekoladowym kremem,nalałam pomarańczowego soku do szklanki i poszłam ze śniadaniem do pokoju. Zjadłam posiłek i poszłam do łazienki. Wzięłam długą,relaksującą kąpiel. Umyłam i wysuszyłam włosy. Tak na prawdę nie potrzebowałam pomocy Elki. To nie gala,tylko impreza. Nie potrzebuję wyrafinowanej fryzury i makijażu. Była koło 15.00 więc poszłam jeszcze zobaczyć co ze Stylesem. Siedział na parapecie i grał coś na gitarze.
-Mogę?-zapytałam wsuwając głowę do pokoju.
-Chodź-odłożył instrument i posunął się bym mogła usiąść obok.-Idziesz dzisiaj na ten cały bal?
-Tak,mam jeszcze chwilę czasu.
-Proszę uważaj na siebie-co jest? Każdy mi mówi że mam na siebie uważać. Debil jestem czy co,że nie rozumiem i trzeba mi to tysiąc razy powtarzać.
-Tak jasne. Co grałeś?
-"I Wish". Anastazja myślałem o nas.
-Znowu zaczynasz? To wszystko się dla mnie za szybko dzieje.
-Wiem. Dlatego postanowiłem wyjechać na jakiś czas, byś mogła pomyśleć i odpocząć ode mnie. Jutro o 9.00 mam samolot do Miami-powiedział to z udawaną obojętnością.Nie chciałam by wyjeżdżał, by mnie zostawił,ale moja duma nie pozwoliła mi tego powiedzieć.
-Ok. Miłego odpoczynku- czułam,że moje oczy zrobiły się szkliste, więc to odpowiedni moment na ucieczkę.-Sorry muszę już iść się szykować. Do zobaczenia Harry-zeskoczyłam z parapetu i szłam w kierunku drzwi.
-Anastazja-chłopak podbiegła do mnie i mocno do siebie przytulił.-Uważaj na siebie, jak mnie nie będzie-pokiwałam tylko głową i wybiegłam.
Wpadłam do mojej sypialni. Rzuciłam się na łóżko i dałam upust swoim emocją. Płakałam, co mi trochę pomogło. Nie chciałam by Hazz wyjeżdżał,ale może tak będzie dla nas lepiej. Wspominałam wszystkie nasze wspólne chwile. Teraz nawet na ten cały bal mi się nie chciało iść,wiedząc,że jak wrócę Harrego już nie będzie. Telefon,który leżał pod poduszką zaczął wydobywać przytłumione dźwięki. Schyliłam się po komórkę i odebrałam nie patrząc kto dzwoni.
-Słucham.
-Hej śliczna-usłyszałam głos Maxa
-No cześć.
-Jak przygotowania do imprezy?
-Dobrze- skłamałam.
-Pamiętaj,że będę po ciebie o 19.30.
-Tak,tak wiem.
-Już nie mogę się doczekać. Do zo Piękna.
-Pa-rozłączyłam się i spojrzałam na zegarek. Pokazywał 17.45. Kurde mam nie cale dwie godziny. Podbiegłam do szafy. Żadna z moich rzeczy nie nadawała się na dyskotekę. Nie mam takich ciuchów,ale wiem kto ma takich pełno. Chwyciłam telefon i zadzwoniłam.
-Tak słucham-powiedział łagodny głosik
-Hej Beki. Słuchaj mam prośbę. Mogę pożyczyć od ciebie jakieś ciuchy na bal? Kompletnie nie mam w co się ubrać.
-Nie tłumacz się. Jasne weź co ci się spodoba. Miłej zabawy skarbie.
-Bardzo ci dziękuję. Pozdrów wszystkich.
-Oczywiście ty też.
-Ok, papa.
-Trzymaj się-rozłączyłam się i pobiegłam do pokoju Rebeki i Zayna.

Podeszłam do ich garderoby. Ona była ogromna taka jak mój pokój,a może i większa. Zapełniona była po brzegi. Po jednej stronie były rzeczy Rebeki, po drugiej rzeczy Zayna,a na środku pełno ich butów. Podeszłam do rzeczy blondynki i zaczęłam szukać czegoś co pasowałoby na dyskotekę. Ona miała masę ciuchów, wcale nie mogłam się zdecydować. Po kilkunastu minutach znalazłam idealną sukienkę z białą górą i różowym dołem. Do kompletu znalazłam jeszcze buty i torebkę. Wzięłam rzeczy i poszłam do siebie. Założyłam ubrania Beki i zaczęłam malować paznokcie. Gdy lakier wyschnął zabrałam się za makijaż. Założyłam podkład, usta pomalowałam jasnoróżowym błyszczykiem, wytuszowałam rzęsy i zrobiłam delikatne kreski. Z fryzurą też nie przesadzałam. Postawiłam na klasyczne loki.Ku mojemu zdziwieniu wyglądałam bardzo dobrze. Zrobiłam sobie zdjęcie na IG.

Do torebki wrzuciłam niezbędne rzeczy. Była 19.25,gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wow! Punktualny. Zbiegłam po schodach i otworzyłam drzwi. 
-Woooow wyglądasz zajebiście-powiedział.
Był ubrany w czarną marynarkę,szary top, białe luźne spodnie,białą czapkę i szare Nike. Wyglądał cudownie.
-Dzięki ty też-wsiedliśmy do samochodu,który prowadził szofer Maxa.
Dojechaliśmy do nowo otwartego klubu w centrum Londynu. W środku było już masę ludzi z naszej szkoły. Doszliśmy do naszej paczki i zaczęła się impreza.  Piliśmy,gadaliśmy i śmialiśmy się. Przy nich mogłam się wyluzować i zapomnieć o wszystkim. Zabawa trwała już dobre trzy godziny.
-Chodź mała zatańczymy-pociągnął mnie na parkiet Mortez. Na początku  było dobrze. Tańczyliśmy dopóki blondyn zaczął mnie obmacywać.
-Max,przestań!-odepchnęłam go,ale to go bardziej zachęciło.
-Zabawimy się wiem,że tego chcesz-popchnął i przycisnął mnie do ściany. Jego ręce błądziły po moim ciele. Przez chwilę stałam sparaliżowana i nie wierzyłam w to co właśnie się dzieje. Gdy doszłam do siebie,strzeliłam mu z liścia i kopnęłam w krocze. Przeklął coś pod nosem i złapał się za bolące miejsce. Ja się rozpłakałam i wybiegłam z klubu. Nie sądziłam,że Max mógł kiedykolwiek mi coś takiego zrobić. Przecież on chciał mnie zgwałcić. Ja mu ufałam,nawet darzyłam go większym uczuciem niż przeciętnego przyjaciela,a on bezczelnie chciał mnie wykorzystać.
Biegłam  już dosyć długo. Łzy zasłaniały mi widok. W końcu dobiegłam do domu i wbiegłam do pokoju Harrego. Dlaczego? Sama nie wiem,może dlatego,że byłam już trochę pijana i potrzebowałam wsparcia.  Leżał na łóżku i czytał książkę. Rzuciłam się na jego łóżko i mocno się do niego przytuliłam.
-Anastazja,skarbie co się stało?-zapytał łagodnie. Ja milczałam i jeszcze bardziej płakałam. Loczek łagodnie głaskał mnie po głowie.
-Ha... Harry...-wybełkotałam.
-Słucham.
-Błagam cię nie wyjeżdżaj. Nie zostawiaj mnie teraz samej! Potrzebuję cię!
-Ja ciebie też i ciężko mi cię zostawić.
-Nie rób tego,zostań ze mną.
-Chcesz tego?
-Chcę ciebie! Kocham cię-bez namysłu wbiłam się w jego usta,niestety on przerwał pocałunek.
-Anastazja nie chcę byś robiła coś pod wpływem impulsu i alkoholu. Widzę,że coś się stało,ale nie chcę byś sobie teraz wszystko przypominała. Prześpij się i pogadamy jutro. Śpij maleńka.
-Położysz się ze mną?
-Tak. Śpij ja będę przy tobie.
-Nie zostawisz mnie? Nie wyjedziesz?
-Nie, zostanę z tobą-położyłam się na jego torsie i przytuliłam tak mocno by mi nie uciekł...../Sandra

























piątek, 19 lipca 2013

Zayn cz.5 "Miłość jest nieunikniona"

Znalazłam się w niewłaściwym miejscu, o nie właściwym czasie. Widok Zayna i Dziewczyny, którą całował, to..tego... nie da się określić słowami. Czułam jak obolałe serce promieniuje łzami w moje oczy. Nie wiedząc co zrobić, patrzyłam się na chłopaka, raniącego moje serce co raz bardziej, dla którego czuję, że już nie ma ratunku. Mulat przerywając pocałunek, splótł ich dłonie i ruszyli w moim kierunku....
Stałam jak mur, brak jakichkolwiek ruchów i wewnętrzna walka, którą toczyłam ja sama z sobą. Walczyłam by nie pęknąć, by nie uronić ani jednej łzy, by nie dać się złamać i pokazać swoje słabości. Chłopak będąc kilka metrów przede mną, puścił jej rękę, a ta poszła w stronę wyjścia. Wykonując kolejne kroki przybliżał się do mnie, a na jego twarzy panował zupełny spokój. Stając przede mną jego usta się uchyliły, chcąc coś powiedzieć.
- To co wydarzyło się wczoraj, zapomnij, to nic nie znaczyło mała- powiedział z uśmiechem. - cześć- rzucając na odchodne, zniknął za wyjściowymi drzwiami.
Jak już mówiłam stałam jak mur, ale każdy mur kiedyś pęka, krusząc się na miliony, a nawet miliardy kawałków. Moje serce, moja dusza, moje ciało... ja pękłam. Z oczu poleciały gorzkie łzy, więzione już od dłuższego czasu. Niebo runęło mi pod nogi, uszkadzając przy tym cały mój świat. Wchodząc do szpitalnej łazienki, podeszłam do lustra i wycierając łzy,
przyglądałam się swojemu odbiciu. Zamknęłam się w jednej z kabin i siadając na opuszczonej desce klozetowej, płakałam.

"Ludzie są bezbronni wobec losu, są ofiarami czasu. I własnych uczuć..."

Opanowując słone stróżki, wyszłam z kabiny i podchodząc do zlewu, odkręciłam wodę, przemywając nią swoją twarz. Z czerwonymi i szklanymi oczami oraz czerwonymi policzkami, wyszłam z łazienki. Zaglądając do pokoju Katli, posiedziałam z nią trochę, przeczytałam jakąś bajkę i uśpiwszy małą, wróciłam do domu. Mijając wszystkie pomieszczenia, weszłam do kuchni, wyjmując tabletki nasenne. Chwytając w rękę butelkę z napojem, pokierowałam się do swojego pokoju. Obraz stawał się nie wyraźny, za sprawą łez, które coraz liczniej gromadziły się w oczach. Zamknęłam drzwi na klucz i zaczęłam zdejmować ubrania. Najpierw spodnie, później skarpetki, bluzę i bokserkę. W zamian na ciało wsunęłam rozciągniętą, za dużą, szarą koszulkę. Włosy związałam w koka i siadając na łóżku, wysypałam białe proszki na rękę i popijając wodą, połknęłam kilka z nich. Układając się wygodnie w miękkiej satynowej pościeli, obraz zanikał, a ciało odpływało w stan spoczynku.

Głośne pukanie do drzwi, a wręcz walenie, przerwało mój błogi stan, w którym nie czuję bólu, a serce mniej krwawi.
- Już otwieram- powiedziałam bez uczucia, wstając z łóżka.
- Boże dziewczyno, ty żyjesz?
- A nie widzisz, coś się stało? - oschły ton w moim głosie był wyczuwalny.
- Wczoraj o 18:00 jak wróciłem z pracy pukałem do ciebie, ale nie otwierałaś, pomyślałem, że śpisz. Dzisiaj mam wolne i jest już 16:00, a ty nawet nie zeszłaś, wystraszyłem się- tłumaczył, ale jego słowa tylko obijały się o moje uszy.
- Żyję, przepraszam, ale muszę się ubrać i jechać do szpitala- chciałam zamknąć drzwi, ale je przytrzymał.
- Porozmawiaj ze mną, widzę, że coś się stało?
- Nic się nie stało.
- Meg...
- Dobrze porozmawiam jak wrócę, a teraz mnie zostaw, proszę- zamknęłam szybko drzwi, czując jak moje oczy się szklą.
Ubrałam się w czarne leginsy i kremową luźną koszulkę. Włosy rozpuściłam i zrobiłam delikatny makijaż, chcąc zakryć  popuchnięte oczy. Sięgając pierwszy lepszy sweterek z szafy, zbiegłam na dół.
- Zjedz chociaż śniadanie- w drzwiach stanął Nick.
- Nie chcę, nie jestem głodna.
- Chociaż wypij coś- czując, że zaraz wybuchnę złością, zjadłam kanapkę dla świętego spokoju. Zakładając buty, wybiegłam z domu, pędząc do szpitala. Szarpiąc mocno za rączkę drzwi, weszłam do szpitala, szybkim krokiem wchodząc na oddział. Weszłam do sali Katli, widząc w niej dwóch lekarzy.
- Czy coś się stało? - głos lekko zadrżał.
- Katalej jest słaba, jest coraz gorzej, musimy zabrać ją na sale operacyjną- jeden z nich odpowiedział mi.
- To jest konieczne?
- Tak, możesz ją zabrać na badania i towarzyszyć jej przy nich? Katli jest do ciebie bardzo przywiązana...
- Tak oczywiście.
Lekarze wyszli, a ja podchodząc do dziewczynki, przywitałam się z nią.
- Pójdziemy na badania, dobrze?
- Tak.
Wzięłam delikatnie kruchą i chudą dziewczynkę na ręce, podałam jej misia i wyszłam na korytarz. Zmierzałam w kierunku sali do badań, kiedy na drodze stanął nam Zayn. Oczy ponownie zaczęły robić się szklane, ale panowałam nad emocjami. Podszedł do nas, dotykając Katlin.....

 
Chcecie dalej ?
Wydaje mi się, że wam się nie podoba.
Wiem, że opowiadanie nie jest najlepsze./ Natalia

Niall cz 13

Hej nie było mnie tu sporo czasu niestety ale nadrabiam dzisiaj po kilkunastokrotnym przesłuchaniu Best Song Ever <3 To co oto część 13 ja osobiście się na niej popłakałam :(  /Daria







Oczami Darii :
Po paru godzinach siedzenia u mamy zadzwonił mój telefon:
-Hej kotek jak tam u ciebie? – usłyszałam głos Nialla
-Tęsknie cholernie. Długo wracacie?
-Już niedługo ale nie płacz
-Z kąt wiesz że płaczę?
-Odwróć się – zrobiłam jak mi kazał i zobaczyłam GO za szybą szpitalną.
Szybko wybiegłam z Sali i rzuciłam mu się w ramiona. Ciotka cały czas siedziała w osłupieniu.
-Kotek wszystko będzie dobrze – szepnął
-Nie będzie lekarze dają jej tydzień
-Chodź
Poszłam za Niallem weszliśmy do gabinetu lekarza:
-Paul nic się nie da zrobić? – zapytał Niall
-Niall da ale to będzie wymagało dawcy serca.
-KUR*A! –krzyknął chłopak
-Ja… ja oddam swoje – szepnęłam
-Nie Daria nie zrobisz tego – chłopak powiedział łamiącym głosem
-Na to Daria musi się zgodzić twoja mama
-Ale ona się nie zgodzi – powiedziałam trochę głośniej
-Właśnie dlatego nie proponowałem
I znowu zaczęłam płakać. Niall wziął mnie na ręce i wyszedł z sali. Dopiero teraz zobaczyłam że z moją ciotką siedzi Sandra:
-Hej – szepnęłam
-Hej misiaczku – powiedziała ze łzami w oczach
Jeszcze bardziej wtuliłam się w Nialla a Sandra zapytała:
-Jak się trzymasz?
-Jest fatalnie wyszeptałam
-Dasz radę masz Nialla, mnie, ciotkę…
-Tak kurwa ciotkę co ona mi poorze? Przyjechała na wakacje i spieprzyła moje życie.
Ciotka spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
-Ja… ja nie chciałam – powiedziała
-Ale ją zabiłaś i kur*a masz czelność tu jeszcze siedzieć? – zapytałam
-Pani Dario mama się obudziła – lekarz wyszedł z sali
-Mogę do niej wejść? – zapytałam
-Tak proszę
Weszłam do Sali, mama zapytała:
-Płakałaś?
-Tak ale już nie ważne.
-Córcia ja wiem… ja wiem że umrę ale nie płacz.
-Kocham cię mamo – pierwszy raz od kat tata opuścił nas powiedziałam te słowa do matki
-Ja ciebie tez córeczko
-Chcę ci kogoś przedstawić
-Kogo? – pokazałam Niallowi żeby wszedł
-To jest mój chłopak Niall
-Dzień Dobry – powiedział
-Miło mi cię poznać Niall – powiedziała z uśmiechem – Widzisz Daria masz dla kogo żyć – tym razem zwróciła się do mnie
-Mamo nie mów tak! – wykrzyczałam gdy maszyna zaczęła pikać
-Kocham cie – wyszeptała na koniec swojej drogi moja mama
-Ja ciebie też mamusiu ja ciebie też – powiedziałam płacząc
Lekarze wbiegli do Sali próbując uratować mamę a ja siedziałam przyglądają się wszystkiemu ze łzami w oczach. Tak niestety dusza mojej mamy odeszła do nieba.







Na koniec na rozweselenie się oto nasz żarłok :

 

czwartek, 18 lipca 2013

Louis cz.2 (Rozwód)



Kochałam cię, kocham i zawsze kochać będę.        
Szkoda tylko, że to wszystko spierdoliłeś.
Było warto, powiedz mi ?
                     
                                                   ( t.i )
Te kilka słów uświadomiło mi co zrobiłem, uświadomiło mi, że to koniec, koniec naszej miłości i tego wszystkiego co miałem. Po moim policzku spływały łzy, a ich słony posmak wypełniał usta. To był już koniec, koniec wszystkiego, bo nic mi jej nie zastąpi.

Kocham cię i kochać będę.....


Dni mijały, a wszystko umierało. Nadziej, miłość, wiara, radość, ja umierałem. Uśmiech wygasł, nawet wymuszanie go przestało być skuteczne. Wygasł, jak na razie bezpowrotnie. Kłębiaste, deszczowy chmury nagromadziły się na niebie, przysłaniające jego błękit. Przyciemniły całe miasto, obejmując je w ponurą, szarą otoczkę. Wiatr zmagał się kiedy, ja bezskutecznie mknąłem wąskimi, opustoszałymi uliczkami.
Zacisnąłem palce na metalowej rączce, ciągnąc do siebie żelazne drzwi. Ciepłe powietrze uderzyło moją twarz, budzące nie przyjemne uczucia. Wolę chłód. Bezlitosny chłód. Rozpiąłem szybkim ruchem swoją bluzę, zrzucając ją z ramion. Szarpnąłem kolejne drzwi, wchodząc do osamotnionej garderoby. Świeżo wyprasowane ciuchy, leżały swobodnie na skórzanej kanapie, gotowe do użytku. Zamieniłem swoje stroje i wypijając butelkę wody wyszedłem z pokoju. Kroczyłem długim ciemnym korytarzem, oświetlonym jedynie małymi światełkami. Spokojny oddech ulatywał z moich rozwartych warg, kiedy emocjonalnie przygotowywałem się do tego co jest nieuniknione. Otwarta przestrzeń i mocne rażące światło. Zmrużyłem oczy, wychodząc z ciemności. Rozweselona czwórka przyjaciół, umilkła na mój widok. Zasznurowali swoje usta, wbijając smutne spojrzenia w moją postać. Zająłem swoje miejsce, stając w równym rzędzie z nimi. Charakterystyczny głos rozbrzmiał po hali, a chłopaki powoli zaczęli wybiegać.
- Dasz radę Louieh.
Podniosłem wzrok na Harrego, który dodając słowa otuchy, pobiegł za chłopakami. Jeden głęboki wdech i moje stopy dotknęły czarnej podłogi sceny. Tysiące fanów piszczących na nasz widok, uśmiech, radość i pośród nich zagubiony, umierający ja. Pierwsze dźwięki gitary elektronicznej i mój głos zamierający w gardle. Śpiew 4/5 zespołu rozniósł się po arenie, a ja zbierając siły, dołączyłem drżącym głosem. Jedna, druga, trzecia, czwarta piosenka, piąta, szósta, siódma i nadszedł nie ubłagany czas.

Shut the door,
turn the light off...

Pierwsze słowa "Moments" wydobyły się z ust Liama. Łzy momentalnie zebrały się w oczach, chcąc ulecieć na wolność. Oddech zamarł, a ciało przestało wykonywać ruchy. Pierwsze stróżki spłynęły po policzkach, przywołując wszystkie wspomnienia. Wolnym krokiem zacząłem się wycofywać w tył, po czym rzuciłem się biegiem w stronę otwartej przestrzeni. Biegłem ciemnym korytarzem, pragnący wydostać się na świeże powietrze. Dusiłem się. Dusiłem się wspomnieniami, łzami, otoczeniem, życiem. Mocno pchnąłem ciężki drzwi, przemieszczając się wzdłuż wąskiej, mokrej od deszczu ulicy. Chłodne powietrze skutecznie łagodziło, targające mną emocje.

Przysiadłem na swojej ławce w parku, z dala od świata, z dala od ludzi. Chłonąłem spokój, uspakajając serce.
- Znowu uciekłeś z koncertu...
Głos, jej anielski głos rozbrzmiał w moich uszach. Energicznie uniosłem głowę, widzący wychudzoną dziewczynę, z małą dziewczynką trzymaną za rączkę.
- Tatuś.
Malutka rzuciła się ku mnie, wtulając w moją czarną koszulkę. Zatopiłem jej drobne ciałko w swoich ramionach, wciągając na kolana i tuląc mocno do piersi. Wyschnięte na policzku łzy, zastąpiły nowe, bardziej słone.
- Tęskniłem za tobą księżniczko.- wychlipałem, zamykając mocniej oczy.
- Mamusia cały czas płacze...
Smutny głos dziecka wzbudził we mnie kolejną dawkę łez, zdradziła tymi słowy swoją rodzicielkę, dając mi znać, że dziewczyna jest w takiej samej rozterce, jak ja.
- Nie możesz uciekać z koncertów.
Poczułem jak ciało kobiety, przysiada na ławce obok mojego.
- Nie potrafię śpiewać, nie potrafię żyć bez was.
- Ja też.
Jej głos był ledwo słyszalny, rozpływał się na wietrze.
- Spróbujmy przyjaźni... to co zrobiłeś jest okropne, ale życie z dala od ciebie jeszcze gorszę.
- Przepraszam... naprawię wszystko zobaczysz, dam radę...- mój głos przepełniał się nadzieją.
- Może kiedyś...się uda. Przyjaźń ?
- Tak.
Przytuliłem dziewczynę do swojego ciała wiedząc, że na pewno się uda. Nie będzie już tak samo doskonale, ale jedno jest pewne nic nas nie rozdzieli...

Kochałam cię, kocham i zawsze kochać będę.        
Szkoda tylko, że to wszystko spierdoliłeś.
Było warto, powiedz mi ?
                     
                                                   ( t.i )
 
 
Nie warto....
Nie warto też tracić nadziei...
Kocham cię i kochać będę zawsze.

                                                     Louis
 
 

Mówiłam, że zepsuję...
hmm.. przepraszam, ale ostatnio naprawdę nie mam weny.
I widzicie oto dowód...
 Przepraszam jeszcze raz :( /Natalia