niedziela, 8 września 2013

Louis cz.8 "Chcesz uciekać ? Uciekaj śmiało...Okłamałeś !"

"Chcesz uciekać ? Uciekaj śmiało...Okłamałeś !"

Wsiedliśmy do samochodu, moje drzwi ponownie zostały zamknięte. Jechaliśmy w ciszy, wracaliśmy do Londynu. Marzyłam, by znaleźć się już w swoim domu, w swoim łóżku. Jednak marzenia, zostały przerwane, pogrzebane w gruzach. A starach znowu zawitał. Cześć strach.
- C..co ty robisz?
- Jadę.
- A.ale gdzie? To nie ta droga...
- Do mojego mieszkania. Twoja mama jest na nocnej zmianie, więc śpisz u mnie.- jego pewność siebie, była odstraszająca.
- Nie chcę, zawieź m.mnie do domu.- zaprzeczyłam, łapiąc klamkę.
- A czy ja ci zadawałem pytanie? - warknął nieprzyjemnie.
Już nie odpowiedziałam, wolałam milczeć. Po co mam wszczynać kłótnie? I tak jestem na przegranej pozycji, jedyne co mogę zrobić to poczekać, aż dojedziemy i obmyślić plan ucieczki.
Wzrok wbiłam w szybę, patrząc bez namysłu na ulicę. Co widzę? Hmm.. nic ciekawego. Migające światełka samochodów, budynki, drzewa i ich korony, majaczące przed oczami. Ludzie... raczej pojedyncze osobniki pędzące do domu po ciężkiej pracy. Monotonia życia. Przekręciłam głowę, spoglądając na Louisa. On był oderwaniem. Moim oderwaniem od codzienności. Może nie powinnam narzekać. W życiu nic nie jest przypadkowe. Brunet budził we mnie strach, dostarczał dawkę emocji, jakich nigdy nie byłam wstanie doświadczyć. No prawie nigdy. Ale przy nim nie myślę co będzie jutro, co się stanie. Zapominam o wszystkim skupiając się na tym co jest teraz. Ostry zakręt i pisk opon. Moje serce znowu wali jak oszalałe. Zamknęłam oczy, sądząc, iż drogę zniosę lepiej nie patrząc. Oddech stawał się płytki, a ja spokojniejsza.
- Jesteśmy.
Otworzyłam oczy spoglądając gdzie jesteśmy. Cholera gdzie on mieszka. Tu w ogóle da się mieszkać. To gorsze niż więzienie.
- Nie, nie mieszkam tu. Musimy przejść za te budynki.- czy on czyta mi w myślach?
Dobra, jeżeli teraz wysiądę, to mogę uciec. Ale dokąd? Chłopak stał, przede mną otwierając szeroko drzwi pasażera.
- Jeżeli chcesz uciec to śmiało, dogonię cię.
Spuściłam głowę stając koło niego. Nie pomyślałam o tym, że ma dłuższe nogi i szybciej biega. Chwycił moją dłoń, zamykając samochód przyciskiem w kluczykach. Prowadził mnie między starymi murami. Ścieżka co raz bardziej się zwężała. Ocierałam ramieniem o mokre i brudne cegły. Chciałam, jak najszybciej wyjść już z tego czegoś. Pusta przestrzeń już po chwili ukazała się oczom. Chłodny wiatr muskał moje odkryte części ciała, dając poczuć dreszcze. Weszliśmy w wąskie uliczki między budynkami, murowanymi z szarej cegły. Chłopak poprowadził mnie pod masywne metalowe drzwi i otworzył je przede mną. Wahałam się chwilę, ale weszłam. W środku ukazał się normalny budynek mieszkalny. Weszliśmy schodami do góry, a on otworzył kolejne drzwi, zapewne do jego mieszkania. Zdjęłam swoją torebkę, ślamazarnie schylając się do butów i rozwiązując sznurówki.
- Zaraz ci te buty sam zdejmę- zaśmiał się.
Wow on się zaśmiał. Można zakochać się w czyimś śmiechu? Bo ja się chyba zakochałam.

      ***
- Trzymaj, tu masz dresy i koszulkę- brunet podał mi zestaw ciuchów, w których miałam spać.
- Gdzie łazienka?
- Nie mam nic przeciwko temu, żebyś rozebrała się tutaj- zmrużyłam oczy, patrząc wprost na niego, nie było mi do śmiechy- jak wolisz, jest tam.
Wskazał palcem za siebie, a ja go jedynie wyminęła, kierując się w jej kierunku. Zamknęłam dokładnie drzwi, upewniając się jeszcze dwa razy. Zdjęłam z siebie swoje ubrania, zastępując je szarymi dresami chłopaka i luźną czarną koszulką. Włosy zawiązałam na nowo w warkocza, przerzucając go za ramię. Umyłam twarz i poprawiłam się. Biorąc głęboki oddech otworzyłam drzwi i zastygłam. Stał obrócony do mnie tyłem bez koszulki. Jego mięśnie idealnie się prężyły, a ciało pokrywały nieliczne tatuaże. Patrzyłam jak na ósmy cud świata. A co jeśli on nim jest? Ocknęłam się po chwili cicho chrząkając. Odwrócił się spoglądając na mnie z uśmiechem.
- Na co czekasz, wskakuj- odchylił pościel, pokazując bym się położyła.
- Ymm wolę na kanapie w salonie...
- Masz mnie za idiotę?
- Nie- szybko zaprzeczyłam.
- Więc wskakuj, albo cię sam położę- próbował mówić półżartem, ale ja wyczuwałam lekką złość.
Położyłam się na łóżku, przykrywając kołdrą po szyję i zsuwając się na koniec łóżka. Patrzyłam chwilę co on robi, po czym zamknęłam oczy. Mój spokój jednak został przerwany, kiedy łóżko się ugięło. Otworzyłam szybko oczy, oglądając się w bok. Louis leżał tuż obok, bezkarnie na mnie zerkając.
- No co? Chyba nie myślisz, że będę spał na kanapie, kiedy w moim łóżku leży piękna dziewczyna.- ugh, czemu on taki jest... myśli, że może wszystko.
Opadłam ciężko na poduszkę, zaciskając dłonie w pięści. Zamknęłam ponownie oczy, kiedy poczułam jego dłonie na swoim brzuchu. Serce momentalnie przyśpieszyło. A on przysunął mnie do siebie. Oplatając moje ciało w swoje ramiona i traktując mnie jak przytulankę.
- Powiem ci tajemnicę, ale ona pozostanie tylko między nami dobrze? - wyszeptał mi do ucha, a ja wzdrygnęłam się na jego słowa.
Był poważny, a jego ton głosu suchy.... Nie wiedziałam czy chcę widzieć, jednak pokiwałam głową. Ciekawość wzięła górę.
- Uwielbiam mieć cię blisko siebie Aniele...
Delikatny szept rozniósł się po pomieszczeniu docierając do moich uszu. Moje ciało zostało całkowicie obezwładnione przez jego muskularne ramiona. Moje plecy stykały się z jego torsem. Czułam jego spokojne bicie serca i płytki oddech...

     ***
 
Cały pokój oświetlała tylko mała lampka. Zegarki wybiły godzinę 2:30, a moje powieki, ani na chwilę się nie zmrużyły. Postanowiłam podjąć już ostatnią próbę zmienienia pozycji. Delikatnie, napięłam swoje mięśnie, wstrzymując oddech. Zaparłam się nogami i poruszyłam swoim ciałem w bok. Ramiona Louisa ponownie zacisnęły się na moim ciele, blokując moje dalsze ruchy. Przekręcił mnie do siebie, lekko poluźniając uścisk. I dalej leżę na boku, tylko tym razem twarzą do niego. Ciche westchnienie uleciało z moich ust. Podniosłam wyżej głowę, umożliwiając sobie widok na jego twarz. Mogła w spokoju, bez żadnego skrępowania ilustrować jego rysy. Powieki zamknięte, lekki zarost, zgrabny nos, wąskie, aczkolwiek piękne usta i organizm pogrążony w otchłani snu. Włosy potargane, swobodnie opadające na jego czołu. Wyglądał tak bezbronnie, niewinnie. Senny oddech co jakiś czas ulatywał z jego lekko rozchylonych ust. Jest piękny.. nie słodki, uroczy czy przystojny....Jest Piękny..... Mogę się zakochać? Mogę zakochać się w kimś, kto jest niebezpieczny, odstraszający i chamski? Mogę zakochać się w kimś, kto jest zupełnym przeciwieństwem mnie? Jest to dozwolone? A jeśli właśnie to robię, stanie się coś? Wtuliłam się w jego ramię, czując nagłą potrzebę bliskości. Oczy zamknęły się, a ja powoli usypiałam.

     ***
 
Słońce górowało już w zenicie, wpadając przez okna do pokoju. Rozciągnęłam swoje ramiona, sięgając do półki nocnej. Próbowałam wyczuć ją ręką, kiedy uświadomiłam sobie, że jedyne co tam zastanę to pustą przestrzeń. Szybko otworzyłam oczy, siadając na łóżku wyprostowana, jak struna. Przypomniało mi się wszystko z wczoraj. Odkryła, swoje ciało, zsuwając się z łóżka. Zabrałam swoje ciuchy szybko idąc w kierunku łazienki. Ubrałam swój schodzony już strój i poprawiłam włosy. Przemyłam twarz i wycisnęłam pastę na palec, starając się jakoś umyć zęby. Złożyłam szare dresy i czarną koszulkę w ładną kostkę, zostawiając ją na koszu z brudnym praniem. Wyszłam z łazienki i spakowałam wszystkie swoje rzeczy do torebki, przepasając ją przez ramię. Wolnymi ruchami wkroczyłam na korytarz, słyszą ostrą wymianę zdań. Nie pewnym krokiem poszłam w tamtym kierunku. Złapała, się ręką ściany, delikatnie wychylając za niej głowę.
- Odpieprz się od nas jasne! - Louis krzyczał na jakiegoś faceta, kiedy między nimi zaczęło dochodzić do przepychanek.
Stałam sparaliżowana, kiedy rozpoznałam w mężczyźnie, faceta z Kasyna. Siedział w rogu i już na wejściu bacznie obserwował mnie i Louis.
- Nie waż się do niej zbliżyć i nikt nie może się o tym dowiedzieć , zwłaszcza ona jasne?! - brunet dalej krzyczał, wymierzając cios w brzuch rywalowi.
Jego agresja, wciąż przybierała na sile. Chciałam się wycofać, ale przez nie uwagę trąciłam obraz na ścianie, który spadł z hukiem, a szkło rozsypało się na miliardy kawałków. Ich wzrok zwrócił się na mnie, kiedy przerażona stałam, trzęsąc się cała. Wzrok Louisa on mroził i przerażał mnie najbardziej. Szybko wycofałam się korytarzem w tył zaczynając biec. Chwyciła w swoje dłonie buty i podbiegłam do drzwi. Walczyłam z zamkiem starając się jak najszybciej otworzyć drewniany prostokąt. Słyszałam szmery, które świadczył o tym, iż któryś z nich zbliża się w moim kierunku. Nie myliłam się, już po chwili na końcu korytarza pojawił się Louis. Przekręciłam zamek i szybko wybiegłam z mieszkania, kierując się po schodach w dół. Okłamał mnie kiedy spytałam go czy to wszystko, co łączy go z tamtym miejscem. Biegłam ile sił, trzymając w ręce buty. Wąska uliczka, nie stanowiła dla mnie przeszkód, a zniszczone mury, mniej przerażały, jak wczoraj. Wybiegłam na ulicę, biegnąc boso przed siebie....
/Natalia

7 komentarzy:

  1. świetny czekam na kolejny ;) <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Hfjeijshdirhaifksnfk kocham tooooo. Nie wiem co mogę powiedzieć bo już wszystko powiedziałam. Cuuuuudowne xoxo / Sandra

    OdpowiedzUsuń
  3. fantastyczny! niecierpliwie czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  4. fajne jak zwykle <3 i dzięki że przeczytałaś moje opowiadanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest świetne, więc przeczytanie było końecznością i zamierzam czytać dalej więc pisz pisz.. /Natalia

      Usuń