czwartek, 18 lipca 2013

Louis cz.2 (Rozwód)



Kochałam cię, kocham i zawsze kochać będę.        
Szkoda tylko, że to wszystko spierdoliłeś.
Było warto, powiedz mi ?
                     
                                                   ( t.i )
Te kilka słów uświadomiło mi co zrobiłem, uświadomiło mi, że to koniec, koniec naszej miłości i tego wszystkiego co miałem. Po moim policzku spływały łzy, a ich słony posmak wypełniał usta. To był już koniec, koniec wszystkiego, bo nic mi jej nie zastąpi.

Kocham cię i kochać będę.....


Dni mijały, a wszystko umierało. Nadziej, miłość, wiara, radość, ja umierałem. Uśmiech wygasł, nawet wymuszanie go przestało być skuteczne. Wygasł, jak na razie bezpowrotnie. Kłębiaste, deszczowy chmury nagromadziły się na niebie, przysłaniające jego błękit. Przyciemniły całe miasto, obejmując je w ponurą, szarą otoczkę. Wiatr zmagał się kiedy, ja bezskutecznie mknąłem wąskimi, opustoszałymi uliczkami.
Zacisnąłem palce na metalowej rączce, ciągnąc do siebie żelazne drzwi. Ciepłe powietrze uderzyło moją twarz, budzące nie przyjemne uczucia. Wolę chłód. Bezlitosny chłód. Rozpiąłem szybkim ruchem swoją bluzę, zrzucając ją z ramion. Szarpnąłem kolejne drzwi, wchodząc do osamotnionej garderoby. Świeżo wyprasowane ciuchy, leżały swobodnie na skórzanej kanapie, gotowe do użytku. Zamieniłem swoje stroje i wypijając butelkę wody wyszedłem z pokoju. Kroczyłem długim ciemnym korytarzem, oświetlonym jedynie małymi światełkami. Spokojny oddech ulatywał z moich rozwartych warg, kiedy emocjonalnie przygotowywałem się do tego co jest nieuniknione. Otwarta przestrzeń i mocne rażące światło. Zmrużyłem oczy, wychodząc z ciemności. Rozweselona czwórka przyjaciół, umilkła na mój widok. Zasznurowali swoje usta, wbijając smutne spojrzenia w moją postać. Zająłem swoje miejsce, stając w równym rzędzie z nimi. Charakterystyczny głos rozbrzmiał po hali, a chłopaki powoli zaczęli wybiegać.
- Dasz radę Louieh.
Podniosłem wzrok na Harrego, który dodając słowa otuchy, pobiegł za chłopakami. Jeden głęboki wdech i moje stopy dotknęły czarnej podłogi sceny. Tysiące fanów piszczących na nasz widok, uśmiech, radość i pośród nich zagubiony, umierający ja. Pierwsze dźwięki gitary elektronicznej i mój głos zamierający w gardle. Śpiew 4/5 zespołu rozniósł się po arenie, a ja zbierając siły, dołączyłem drżącym głosem. Jedna, druga, trzecia, czwarta piosenka, piąta, szósta, siódma i nadszedł nie ubłagany czas.

Shut the door,
turn the light off...

Pierwsze słowa "Moments" wydobyły się z ust Liama. Łzy momentalnie zebrały się w oczach, chcąc ulecieć na wolność. Oddech zamarł, a ciało przestało wykonywać ruchy. Pierwsze stróżki spłynęły po policzkach, przywołując wszystkie wspomnienia. Wolnym krokiem zacząłem się wycofywać w tył, po czym rzuciłem się biegiem w stronę otwartej przestrzeni. Biegłem ciemnym korytarzem, pragnący wydostać się na świeże powietrze. Dusiłem się. Dusiłem się wspomnieniami, łzami, otoczeniem, życiem. Mocno pchnąłem ciężki drzwi, przemieszczając się wzdłuż wąskiej, mokrej od deszczu ulicy. Chłodne powietrze skutecznie łagodziło, targające mną emocje.

Przysiadłem na swojej ławce w parku, z dala od świata, z dala od ludzi. Chłonąłem spokój, uspakajając serce.
- Znowu uciekłeś z koncertu...
Głos, jej anielski głos rozbrzmiał w moich uszach. Energicznie uniosłem głowę, widzący wychudzoną dziewczynę, z małą dziewczynką trzymaną za rączkę.
- Tatuś.
Malutka rzuciła się ku mnie, wtulając w moją czarną koszulkę. Zatopiłem jej drobne ciałko w swoich ramionach, wciągając na kolana i tuląc mocno do piersi. Wyschnięte na policzku łzy, zastąpiły nowe, bardziej słone.
- Tęskniłem za tobą księżniczko.- wychlipałem, zamykając mocniej oczy.
- Mamusia cały czas płacze...
Smutny głos dziecka wzbudził we mnie kolejną dawkę łez, zdradziła tymi słowy swoją rodzicielkę, dając mi znać, że dziewczyna jest w takiej samej rozterce, jak ja.
- Nie możesz uciekać z koncertów.
Poczułem jak ciało kobiety, przysiada na ławce obok mojego.
- Nie potrafię śpiewać, nie potrafię żyć bez was.
- Ja też.
Jej głos był ledwo słyszalny, rozpływał się na wietrze.
- Spróbujmy przyjaźni... to co zrobiłeś jest okropne, ale życie z dala od ciebie jeszcze gorszę.
- Przepraszam... naprawię wszystko zobaczysz, dam radę...- mój głos przepełniał się nadzieją.
- Może kiedyś...się uda. Przyjaźń ?
- Tak.
Przytuliłem dziewczynę do swojego ciała wiedząc, że na pewno się uda. Nie będzie już tak samo doskonale, ale jedno jest pewne nic nas nie rozdzieli...

Kochałam cię, kocham i zawsze kochać będę.        
Szkoda tylko, że to wszystko spierdoliłeś.
Było warto, powiedz mi ?
                     
                                                   ( t.i )
 
 
Nie warto....
Nie warto też tracić nadziei...
Kocham cię i kochać będę zawsze.

                                                     Louis
 
 

Mówiłam, że zepsuję...
hmm.. przepraszam, ale ostatnio naprawdę nie mam weny.
I widzicie oto dowód...
 Przepraszam jeszcze raz :( /Natalia







6 komentarzy:

  1. moim zdaniem jest naprawde dobry, będzie ciąg dalszy? z tego możesz zrobić fajne opowiadanie może niedługie np. Louis cały czas się stara i w końcu po jakimś czasie zdobywa jej miłośc? spróbować warto :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam o tym, podczas pisania tej części, ale mam zbyt mało czasu. Codziennie pisze opowiadania i imaginy, a oprócz tego są wakacje... Nie dam rady :/

      Usuń
  2. co ty gadasz wcale nie zepsułaś :) fajnie by było jakby były dalsze cześci, ale ty też masz wakacje i swoje życie a nie zajmowanie się 24/7 blogiem:)

    OdpowiedzUsuń
  3. mówiłam ci przecież że nie zepsujesz, bo jak można to zepsuć mając taki talent jak ty? Ta część jest boska, przyznaje ze płakałam jak go czytałam i nadal płacze. Też naszła mię taka myśl żebyś może napisała ciąg dalszy tego, ale przecież są wakacje i nie musisz ciągle siedzieć i pisać. Zawsze przecież możesz wrócić do tego i napisać ciąg dalszy jeśli będziesz chciała. <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałabym kolejną część bo imagin jest cudowny

    OdpowiedzUsuń